Kiedy jesteś tam, robiąc to, co robisz... Czy właśnie to osiągniesz ?
Powiedz mi, czy właśnie to osiągniesz?
Powiedz mi, czy właśnie to osiągniesz?
Obudziła się w ogromnym łóżku przygnieciona ręką, która wydawała jej się jeszcze bardziej ogromna od obiektu na którym leżała. Nienawidziła spać z Bartkiem, który rozpychał się niemiłosiernie na wszystkie strony. Czasami miała ochotę uderzyć go w twarz, bez względu na to, że śpi i wykrzyczeć, że ma już dość jego łokcia w oku, albo w obojczyku. Mimo wszystko, już od sześciu miesięcy kładła się obok niego. Paradoks. Ale w jej życiu wszystko było zagmatwane. Ona sama już nie umiała odnaleźć się w rzeczywistości, którą tak naprawdę stworzyła. Dlaczego była tak zagubiona? Bo wcześniej było jej mało. Ciągle chciała więcej, nawet jeżeli wzięła już wystarczająco dużo. Do przesady. Chciała mieć wszystko. Tylko nie przewidziała tego, że tak nie można. Że nie można gubić czegoś co jest najważniejsze. Że nie można o tym zapominać. Że nie można przestać poświęcać temu czas. Nie umiała cieszyć się z niczego, co prawie w całości nie spełniło jej oczekiwań. Nie brała pod uwagę namiastek sukcesów. Liczyły się tylko stu procentowo wykonane zadania.To wszystko leżało gdzieś tam głęboko w niej. Tak głęboko, że nawet Andrzej nie umiał wykrzesać z niej całej radości z rzeczy, których nieustannie dokonywała. A robiła dużo. Z resztą jak można było wykrzesać cokolwiek, skoro ona nie wiedziała czego chce? Jak można było coś wydobyć, skoro zawód ciągle przysłaniał jej oczy i nie widziała niczego? Nawet tego, jak bardzo rani rodzinę i Wronę. Ale on się nie poddawał. Ciągle był przy niej, obejmował silnym ramieniem i motywował. Dlaczego wybrała inaczej? Bo dostała szansę wspięcia się na najwyższy poziom kariery. Włochy są dla każdej modelki marzeniem, więc czemu nie skorzystać z okazji? Czemu nie wyjechać i nie sięgnąć po to, o co walczyło się przez kilka, a nawet kilkanaście lat? Byłoby to grzechem, wręcz marnotrawstwem. Monika nie pomyślała tylko o jednym. Nie pomyślała o tym, że przecież wszystko można pogodzić i załatwić w inny sposób. Nie pomyślała o tym, że podejmując decyzje o rozstaniu zrani nie tylko siebie, ale Andrzeja. A nie zasługiwał na to. Ani trochę. Dlatego też jej dalsze losy nie były już tak kolorowe, jak w Polsce, chociaż to tu, we Włoszech znalazła to, czego jej tak bardzo ciągle brakowało - sławę, lepsze pieniądze, większe uznanie, dostała od życia nawet kolejnego siatkarza, równie znanego, jak ona. Dopiero w Maceracie uświadomiła sobie, że gdzieś po drodze, w tej pogoni za lepszej jakości życiem, przepuściła przez palce to, co kochała najbardziej i co jak się okazało dopiero tutaj, dawało jej najwięcej powodów do uśmiechu. Teraz pozostał jej tylko zapatrzony w siebie Bartosz Kurek. Przynajmniej pod tym względem do siebie pasowali. Zawodnik drużyny z Maceraty był tak naprawdę tylko pocieszycielem. Partnerem do łóżka, na imprezę. Bo przecież lepiej jest być z kimś i mieć go obok. Niestety lepiej tylko wtedy, kiedy darzy się tą osobę uczuciem, a Monika nie kochała Bartosza ani trochę. Owszem, chciała. Nawet próbowała zmusić się do uczuć. Niestety. Bartek jest Bartkiem, a Andrzej jest Andrzejem i nie można niczego zmienić. Każdego ranka biła się w pierś, że dała odejść swojej wielkiej, choć często niedocenianej miłości.
Nie chcę być dziewczyną, która ma wypełniać ciszę.
Cisza przeraża mnie, bo wykrzykuje całą prawdę.
Brutalnie zbudzona niechętnie wstała wyślizgując się spod ręki współlokatora i ubrała jego koszulę, zapinając niedbale na trzy guziki. Usiadła na kuchennym blacie, zapaliła papierosa i sięgnęła po kieliszek z niedopitym winem, które razem z Bartoszem spożywała wieczorem. Następnie otworzyła kalendarz i głośno westchnęła. Za dwie godziny miała stawić się na sesji zdjęciowej w swojej agencji, a biorąc pod uwagę to, jak ważna była tam jej obecność, w myślach zaczęła liczyć, po jakim czasie będzie wolna. Z niezadowoleniem na twarzy udała się w stronę łazienki trzaskając z całej siły drzwiami. Po kilku minutach wyszła z pomieszczenia i natknęła się na rozespanego, ale mimo wszystko uśmiechniętego Kurka. Ze względu na to, że jej humor nie był dobry ani trochę, patrząc na jego minę przeszła obojętnie.
- A może tam w pokoju ktoś spał, ślicznotko? - odezwał się do niej żartobliwie.
- Przypadek. Czasem po prostu nie kontroluję tego, z jaką siłą zamykam drzwi.
- A mogłabyś! Egoistka z ciebie.
W momencie, kiedy siatkarz wypowiedział słowo egoistka, przystanęła i opuściła głowę w dół, burcząc pod nosem, żeby dał jej spokój. Choć był to żart, określenie Bartosza bardzo zabolało Monikę. Pewnie w przypadku, gdyby nie czuła się ową egoistką, nakrzyczała by na niego i pytała, co sobie wyobraża, że może ją tak nazywać. Tego ranka, stać ją było tylko na trzy słowa, którymi tak jakby wyraziła swoją obojętność. Dobrze się zamaskowała. W rzeczywistości, nawet podczas trwającej sesji uciekała myślami gdzieś bardzo daleko. Umiała jednak przyznać się do tego kim jest. Co prawda miałaby problem, aby mówić to każdemu, ale kiedy spotkałaby Andrzeja, wykrzyczałaby mu w twarz, że jest cholerną egoistką, bo właśnie tego ją nauczył. Nauczył ją przyznawać się do swoich wad i słabości, za co każdego dnia była mu dozgonnie wdzięczna. Po owocnej sesji zdjęciowej, przebrała się w swoje ciuchy i wróciła do mieszkania, które dzieliła z zawodnikiem Maceraty.
- Zostaniesz tutaj, kiedy będę grał mecze w reprezentacji? Jutro wylatuję. - odezwał się do niej zaraz po tym, jak przekroczyła próg.
- Zostały mi jeszcze dwa pokazy. Jeden pojutrze, a drugi w sobotę. - odpowiedziała odwieszając swój sweter na wieszak.
- Czyli mam rozumieć, że do mnie dołączysz? - mówiąc te słowa podszedł do niej i mocno objął.
- Jasne. - pocałowała Bartka w policzek i wyswobodziła się z jego uścisku.
- Jesteś cudowna.
- Bez przesady. Ale dziękuję.
Zapaliła papierosa powodując, że Bartosz pokręcił głową na jej poczynania i zabrała się za pałaszowanie spaghetti.
- Wychodzisz? - zapytała Kurka, który w przeciągu kilki sekund znalazł się przed lustrem w przedpokoju i usilnie próbował zapiąć czarną wiatrówkę z prawdopodobnie zepsutym zamkiem.
- Tak. Chłopaki zaprosili mnie na film i pożegnalne piwo. Nie masz nic przeciwko, prawda?
- Jasne. Miłego wieczoru.
Monika faktycznie nie miała nic przeciwko temu. W końcu już pół roku udaje, że jego wyjście w jakiś sposób wzbudza u niej ciekawość. To tylko pozory. Bartosz, bo Bartek, a tym bardziej Kochanie czy Skarbie nie przeszłoby jej przez gardło, może sobie wychodzić gdzie chce i z kim chce. Służy jej przecież tylko do wypełnienia pustki po Andrzeju. Jedyne co przeszkadzało Monice najbardziej to cisza potęgująca przeszywające serce na wskroś wspomnienia. Położyła się na sofie, która była dużo wygodniejsza niż łóżko z dodatkiem Kurka pod kołdrą i patrzyła w sufit, na którym po chwili zdawały się malować obrazy. Tworzył się film, jakby ktoś wyświetlił obraz z projektora na czystej, sufitowej ścianie. Film z jej życia. Do jej oczu napłynęły łzy. Była bezsilna.
- No i co dalej, Bartoszewska? Co dalej? - zapytała samą siebie, a kilka sekund później odczytała wiadomość od Bartosza, który poinformował ją, że wróci do domu bardzo późno i żeby nie czekała. Ona przecież nie chciała czekać, więc od razu zablokowała komórkę i nie zastanawiała się nad dopiero co przeczytaną treścią sms-a. Przed północą postanowiła napełnić wannę wodą i wziąć chłodną kąpiel. Zanurzyła się, zakrywając prawie całe ramiona i odchyliła do tyłu głowę. Kolejny raz poddała się ciszy, która krzyczała do niej z każdej strony.
Otwórz oczy i spójrz na zewnątrz, znajdź powody, dlaczego zostałaś odrzucona i teraz nie możesz odnaleźć tego, co zostawiłaś za sobą.
,,Spacerowaliśmy razem po starówce naszego rodzinnego miasta i delektowaliśmy się wręcz idealną pogodą na spacer. Skoczyłam Andrzejowi na plecy, śmiejąc się przy tym głośno. mierzwiłam jego i tak roztrzepane przez lekkie podmuchy wiatru włosy i niesiona bez najmniejszych problemów, jakbym ważyła kilogram, patrzyłam na ludzi z góry.
- Co ja będę za to miał?
- A co chciałbyś mieć?
- No nie wiem, nie wiem.
- Dobra kolacja?
- A co po kolacji? - uśmiechnął się zalotnie i poruszył brwiami.
Pocałowałam go w szyję i powiedziałam na ucho, że zobaczę co się da zrobić. Następnie postawiłam stopy na kostce brukowej i na własnych nogach podążałam za Andrzejem, który chciał uniknąć kolejnego już dziś spotkania z fanami. Po trzydziestu minutach dotarliśmy na miejsce. Wypakowaliśmy zakupy i wnieśliśmy na drugie piętro. Zrobiliśmy wspólnie pyszną kolację, żeby później zając się już tylko i wyłącznie swoją obecnością.''
Wynurzyła głowę, dławiąc się wodą. Mokre włosy przykleiły się do jej twarzy, zakrywając zapłakane oczy. Przyśpieszony oddech paraliżował ciało. Czuła się tak, jakby przyśnił jej się koszmar. Piękny koszmar. Coś, co autentycznie przeżyła. Coś takiego, co mogłoby jej się jeszcze raz przytrafić.
- Kurwa! - wykrzyczała wstając z wanny. Owinęła się białym ręcznikiem i przetarła dłonią zaparowaną szybę. Stała przed nią ciemnowłosa dziewczyna o brązowych oczach i wzroście około sto osiemdziesiąt centymetrów. Modelka o idealnych proporcjach i niebotycznie długich nogach, które Monika widziała tylko i wyłącznie za mgłą powstałą z pary wodnej. Niby wszystko było na swoim miejscu. Nic się nie zmieniła. Nawet wyraz twarzy, kiedy w danym momencie czuła obojętność, nie zmienił się ani trochę. Przeszywające spojrzenie nadal raniło, tylko tym razem ją samą, bo doskonale wiedziała, że na jeszcze bardziej egoistycznym od niej Bartoszu Kurku spojrzenie żadnej kobiety, nawet matki, wrażenia nie zrobi. On przecież rzadko kiedy patrzył ludziom w oczy. I może właśnie dlatego z nim była. Czuła, że on ma ją dokładnie do takich samych celów, jak ona jego.
Ja tu jestem pierwsza, dziękuję bardzo.
OdpowiedzUsuńPrzeczytaj to, co napisałam ci rano.
UsuńDodaję jeszcze tyle:
Monika nie jest zła. Będę jej broniła, sama wiesz dlaczego. Przypomina mi mnie. Bardzo. I ja też mam brązowe włosy. I oczy. Ale nie mam 180 cm wzrostu, nie jestem ładna, nie jestem szczupła.
Za to wiem, co to znaczy obojętność.
Kocham ciebie, Ola, bardzobardzobardzobardzobardzobardzo mocno, wiesz?
Przeczytałam uno i byłam pewna, że czeka na mnie coś Argentyńskiego. Dokładnie to Conte, ale Uriarte też bym zniosła. Po otwarciu zakładki bohaterowie, zaczęłam bić się w myślach w głowę, no bo przecież(!) jak mogłam pomyśleć, że to może być ktoś inny niż Andrzej? No jak? No właśnie. Monika jest głupia i nie chcę pisać dlaczego, bo to chyba jasne. Nie wiem czy się z nią polubię jeżeli chodzi o jej decyzje, ale z drugiej strony ciekawi mnie tym swoim traktowaniem Bartosza jak zabawkę. Jestem ostatnio zbyt bardzo popaprana i wyczulona w kwestii traktowania kogoś w ten sposób, dlatego tu to lubię. Hmm.. wiele przed nami.
OdpowiedzUsuńNie wiem co napisać. Nie pochwalam zachowania Moniki, aczkolwiek staram się ją zrozumieć. I chyba mi to nie wychodzi. Nie rozumiem, jak można być z kimś nie kochając go, tak samo jak być z nim i traktować go jako zabawkę. Myślę, że lepiej by było dla niej, gdyby się rozstali. Po co się męczyć i mimo wszystko ranić nawzajem? Jestem ciekawa jak to się będzie toczyło, także będę tutaj cały czas. :)
OdpowiedzUsuńNie wiem co sądzić o tej dziewczynie. Nie wiem jak można postępować w ten sposób i iść do jakiegoś celu po trupach. Teraz przynajmniej trafiła na swojego i pewnie go nie skrzywdzi, choć nigdy nic nie wiadomo. Może nawet ten Kurek się zakocha
OdpowiedzUsuńAleż ta dziewczyna się bawi. Wszystkim i gdzie popadnie. Olciu, nie rób z niej nikogo złego, bo to pewnie dobra dziewczyna. Tylko takie rozstanie z Andrzejem ją rozstroiło. Zmieni się. Chociaż nie powiem, tak jak ona z Bartkiem się nie postępuje. Nawet on ma uczucia.
OdpowiedzUsuńTrzymaj się, buziaki :*