Pomyśl o wszystkich momentach bez wsparcia,
pomyśl o przykrościach i o wszystkich starciach
i zrozum, że zamknięty rozdział to nowa szansa.
W przypadku Moniki, stwierdzenie, że pieniądze szczęścia nie dają sprawdzało się w stu procentach. Zaoszczędzone fundusze spokojnie wystarczyłyby na kupno jakiegoś małego mieszkania. Ciężko jednak było mówić o jakimkolwiek zakupie nieruchomości, skoro nie wiedziała, gdzie tak naprawdę jest jej miejsce - czy we Włoszech, czy w Polsce. Wyciągnięte na wierzch narkotyki nie ruszały jej ani trochę. Wszystko było jej obojętne. Nawet to, co stanie się , kiedy pierwszy raz w swoim życiu sięgnie po kokainę. W jej głowie zrodził się pomysł, aby bez względu na obawy, jakie będą jej przy tym towarzyszyć, odwiedziła dom rodzinny. To samo miejsce, którego praktycznie się wyrzekła i o czym nie chce pamiętać, bo świadomość tego, jak bardzo zraniła kochających ją rodziców i rodzeństwo, na które zawsze mogła liczyć, rozdzierała ją od środka. Ubrała pierwsze lepsze czarne spodnie, szarą sportową bluzę z kapturem i czarne trampki po czym udała się na pobliski przystanek. Linia, która kilka lat temu pięć razy w tygodniu zabierała ją ze szkoły do domu, również i tym razem zatrzymała się tu, gdzie zawsze. Monika wysiadła z tramwaju i widząc okno zasłonięte beżową roletą znajdujące się na drugim piętrze momentalnie poczuła, że jej nogi są jak z waty, a serce bije dużo mocniej, niż wcześniej. Zapaliła papierosa. Po chwili drugiego. Kiedy odruchowo szukała w torebce paczki, aby chwycić trzeciego, zaczepiła ją sąsiadka z trzeciego piętra i ze szczerym uśmiechem powiedziała dzień dobry. Monika odpowiedziała tym samym i postanowiła w końcu wejść do klatki. Trzymając się prawą ręką starej poręczy, przemierzyła schody. Przełknęła ślinę i wzięła głęboki oddech, wraz z którym otworzyła drzwi. Z salonu słychać było śmiech mamy, donośny głos taty i radosne pokrzykiwanie rodzeństwa. Miała ochotę stanąć za futryną i słuchać. Miała ochotę przypatrywać się szczęściu osób, z którymi mogła je dzielić. Z bezwładnych dłoni upuściła telefon, który zdradził jej obecność. Przeklinała w myślach na swoją niezdarność, bo wiedziała, że nie ma wyboru, że musi wyjść zza ściany i zmierzyć się z tym, czego tak bardzo się bała. Błądząc po dywanie wzrokiem, odezwała się tylko jednym słowem.
- Cześć.
Miała ochotę zapaść się pod ziemie. Nikt nie cieszył się z jej przyjazdu. Nikt jej nie objął, nie przytulił, nie ucałował w policzek. Nikt nie uśmiechnął się szczerze. Jedynie mama uniosła w górę kąciki ust, za co ojciec zmroził ją wzrokiem. Czuła, że jest na nią zły, ale znała go dobrze i wiedziała, że nie wypowie na głos tego, co myśli o jej przyjeździe do Polski. Monika tkwiła w jednym miejscu w bezruchu. Niezręczną ciszę przerwała cicho wypowiedziana propozycja mamy.
- Usiądź. Właśnie mieliśmy jeść obiad.
- Przyszłam w nieodpowiednim momencie, przepraszam. Nie wiedziałam, która godzina.
- Nie no, co ty. Zjesz z nami. - odpowiedział ojciec, co bardzo ją zdziwiło. Nieśmiało odsunęła krzesło i przysłuchiwała się rozmowie domowników, w której chciała wziąć udział, lecz było jej po prostu głupio zabrać głos. Czuła się niewidzialna. Może nawet niechciana i odrzucona. W głębi duszy marzyła o innym obrocie sprawy, chociaż nie miała pretensji do swojej rodziny. Przecież zasłużyła na to, żeby traktowali ją inaczej. Była nawet przygotowana na krzyki i obelgi w jej kierunku. Byłoby to zapewne mniej bolesne, niż ta obojętność. Przecież w każdym przypadku to właśnie obojętność boli najbardziej. Człowiek zastanawia się wtedy nad tym, co myśli osoba obok i choć nie wiadomo czego by się próbowało, nie jest się w stanie czytać w myślach. A już tym bardziej nie w myślach osób, które tak jak rodzina Moniki, nawet nie patrzyły w jej oczy. Ona sama zaczęła żałować, tego, że w ogóle odważyła się przyjść. Sama sprawiła sobie jeszcze większy ból. W myślach nazywała siebie masochistką. Z letargu wybudziła się matka.
- Na długo przyjechałaś?
- Właściwie to jeszcze nie wiem. Możliwe, że wrócę do starej agencji.
- To dobrze.
I przezwyciężać ten ciężar w głowie
niż nękać osobę, której dałeś odejść.
Monika miała do siebie pretensje o to, że sama nie potrafi nawiązać jakiejkolwiek rozmowy. Popatrzyła na dwa puste krzesła i mimo woli zapytała:
- A Młoda gdzie? - tak właśnie nazywała młodszą o trzy lata siostrę.
- Właśnie przyszła. - odpowiedział zmieszany ojciec. Dlaczego taki był zrozumiała dopiero wtedy, kiedy trzymająca się za dłonie para Młoda - Andrzej Wrona przekroczyli progi salonu. Poczuła się jeszcze gorzej niż wcześniej. Jej ciało zaczęło dygotać ze zdenerwowania, co zauważył tylko Wrona. Momentalnie puścił rękę jej młodszej siostry i wpatrywał się w nią jak w obrazek. Młoda z resztą tak samo. Monika wyczytała z jej spojrzenia coś na kształt przeprosin, choć nie do końca spowodowanych czymś, za co sama była odpowiedzialna. Jej oczy mówiły mniej więcej: Przepraszam, że zajęłam twoje miejsce, ale sama tego chciałaś. Pomimo to, próbowała choć trochę załagodzić sytuację. Niestety na próżno. Usiadła z Andrzejem na przeciw Moniki i zapytała o jej najbardziej nieodpowiednią jak na ten moment sferę życia.
- Bartek we Włoszech? Co u niego?
- Nie wiem. - tylko tyle udało się Młodej z niej wyciągnąć. Mimo to próbowała dalej.
- Jak to nie wiesz?
- Nie mam z Bartoszem dzieci, ślubu i wspólnego majątku. Nie zapisali mi go też w dowodzie. Ba! My nawet nie jesteśmy razem.
Na tym zakończono rozmowę. Rozmowę, po której Monika podjęła decyzję o wyjściu z domu. Pożegnała wszystkich krótkim: Miło was było zobaczyć i wyszła z bloku. Szła prosto nie odwracając się. Chciała jak najszybciej znaleźć się jak najdalej od miejsca, w którym potraktowano ją najpierw jak intruza, a później upokorzono.
Pozwól sobie zapić, zabić i zapomnieć.
- Co ja sobie myślałam? - szepnęła sama do siebie. Jeszcze bardziej znienawidziła swoją osobę za naiwność. Myślała, że choć trochę odbije się od psychicznego dna, którego niewątpliwie miała już dosyć i od którego samodzielnie nie potrafiła się odbić. Przymknęła oczy i jeszcze raz przeanalizowała wszystko to, co miało miejsce przedtem. Dokładnie identyfikowała postać Andrzeja. Jego ubiór, uśmiech goszczący na twarzy, dopóki jej nie zobaczył, zarost, którego drapanie czuła nawet teraz na swoim ciele, bluzkę, którą dostał od niej na urodziny i nawet zegarek, który sprezentowała mu na rocznicę ich związku. Przez to wszystko poczuła się jeszcze gorzej, tym samym pozbywając się jakichkolwiek oporów przed zażyciem narkotyku. Wzdychając głośno wciągnęła część zawartości woreczka. W jej oczach kolejny raz pojawiły się łzy, ale nie zważając na nie przeglądnęła się w lusterku, podciągając nosem i poprawiając włosy. Po jakiś dwudziestu minutach siedzenia i rozmawiania ze znajomą, Monika nabrała ochoty na zabawę. Ośmieliła się wyjść na parkiet i zatańczyć. Nikt nie był zdziwiony. W końcu po to chodzi się do klubów. Nikt nie zapytał jej o to, ile wypiła. W końcu co druga osoba obecna na parkiecie wypiła zdecydowanie za dużo niż pozwalają jej możliwości. Różnica była tylko taka, że Bartoszewska nie była pijana. Spodobało jej się, że w jednym momencie poczuła się lekka i pełna energii. W przerwie na odpoczynek zagadywała do nieznajomych osób i przedstawiała się, stwarzając wrażenie osoby, posiadającej niezwykłe poczucie humoru. Słowa przez nią wypowiadane, nawet jeżeli nie do końca kontrolowane, każdy odbierał jako coś normalnego. Jakaś dziewczyna poklepała ją tylko po ramieniu i nachylając się powiedziała, że dopiero rano poczuje wódkę, którą wypiła. Monika dawno nie bawiła się tak dobrze. Po kilkugodzinnym pobycie w lokalu, chociaż trochę świadoma tego, co robi, drugi raz dziś zadzwoniła po taksówkę i bez najmniejszych problemów wypowiedziała adres hotelu, w jakim obecnie mieszkała. Po drodze żartowała z kierowcą, który co chwilę wybuchał śmiechem i szukała kluczy, choć przez moment wydawało jej się, że zostały w klubie. W stanie niemalże euforii znajdowała się jeszcze przez jakieś pół godziny, czyli podczas kąpieli, a kiedy rzeczywistość zaczęła powracać, zmógł ją sen, oszczędzając tym samym kolejnego tego dnia cierpienia.
Dżizas, Olka, mnie jest teraz tak potwornie smutno za to, jak potraktowałam Monikę ostatnio.
OdpowiedzUsuńNie sądziłam, że wybierze się do rodzinnego domu, a już tym bardziej nie spodziewałam się, że spotka tam Andrzeja. Zajętego Andrzeja, którego chciała odzyskać. Ale nic nie przychodzi łatwo i myślę, że będzie musiała się bardzo postarać, by jej się to udało.
OdpowiedzUsuńCzytając fragment o tym, że siostra zapełniła lukę po niej u boku Andrzeja zastanawiałam się, czy chciałabym zbierać ochłapy po straszej siostrze! Doszłam do wniosku, że nie! Nigdy nie chciałabym być substytutem!
OdpowiedzUsuńNiestety rodzina nie przyjęła jej jak syna marnotrawnego ale piękne rzeczy zdarzają się tylko w słowie pisanym. Ona nie wyszła z przeprosinami, a oni nie otwarli przed nią ramion.