poniedziałek, 18 sierpnia 2014

#sei


Może dziś bym był gdzie indziej,
gdybym wtedy, wiesz, pomyślał.


Młoda zaprosiła ją na wieczór panieński. Siedziała między dobrze znanymi jej koleżankami młodszej siostry, z kilkoma nawet ona sama swojego czasu utrzymywała dość dobre kontakty. Wszystko byłoby w jak najlepszym porządku, bo spotkanie towarzyskie dla poprawy jej depresyjnego nastroju jest jak najbardziej wskazane, gdyby nie fakt, że w gronie kobiet znajdowała się jedna, przez którą ciężko było jej się skupić na czymś innym. I nie była to wcale jakaś tam Kaśka, Marzena czy inna Barbara, ale Alicja. Jej rodzona siostra, która była organizatorka całego przedsięwzięcia. Obiecała sobie, że po dwudziestej drugiej opuści imprezę, przepraszając gości i Młodą. Do tego momentu zostało jednak dwie godziny i chcąc nie chcąc musiała patrzeć na uśmiechniętą od ucha do ucha przyszłą panią Wrona. Chwilami wyłączała się i zastanawiała, za jakie grzechy musi znosić ten widok, skoro za zło, jakie wyrządziła swojej rodzinie srogo odpowiedziała. Mimo to trzymała się dobrze, z kilkoma dziewczynami porozmawiała nawet o swojej włoskiej przygodzie w świecie mody. Zbliżała się godzina wyjścia Moniki z domu, który choć narazie stał pusty, miał być wspólnym gniazdkiem przyszłych nowożeńców. Właśnie wtedy, pijana już Alicja zaczęła dzielić się z gośćmi może nie bardzo pikantnymi, ale bardzo szczegółowymi historiami dotyczącymi jej związku. Mówiła między innymi o pierwszym prezencie, jaki dostała od Andrzeja, o pierwszej imprezie na którą z nim poszła i o tym, jak zareagował na jej widok, kiedy ubrała swoją najdroższą czerwoną sukienkę. Monika, będąc już na klatce schodowej odetchnęła z ulgą, mówiąc przy tym: 'Dobrze, że wyszłam'. Wyszła na pole, gdzie poczuła uderzenie wiatru i w gorszym humorze niż parę godzin wcześniej skierowała do otwartej dwadzieścia cztery godziny na dobę restauracji. Ponieważ na wieczorze panieńskim nic nie zjadła, zamówiła sobie zestaw obiadowy i herbatę z cytryną. Tysięczny raz dołowała się swoją głupotą, bezmyślnością i oziębłością. Tysięczny raz przeklinała na samą siebie. Postanowiła, że aż do ślubu nie będzie nikomu w niczym przeszkadzać. Obiecała sobie nawet to, że kiedy Alicja poprosi ją o coś to na pewno jej nie odmówi.




Jesteśmy tu i mierzymy się z tym.
Czuję twój oddech.
Jesteś oddalona o szept.

W dzień wieczoru kawalerskiego Wrony, razem z jego przyszłą małżonką wybrała się
do kwiaciarni, jednak mogła uczynić to dopiero po wizycie u psychologa. Pod budynkiem, gdzie mieściła się przychodnia, czekała na nią Alicja.
- Więc to dlatego ojciec ukrywał fakt, że masz jakiś problem. Wstydziłaś się tego, że korzystasz z pomocy psychologa? Niepotrzebnie. - odrzekła głosem pełnym współczucia Alicja.
- Uwierz mi, że gdyby tylko o psychologa chodziło, mogłabym wygłosić to całemu światu.
- Więc o co chodzi?
- Alka, to nie jest dobry moment na te opowieści.
- To w takim razie kiedy będzie dobry?
Monika wiedziała, że tak naprawdę nigdy nie będzie dobrej okazji na jakiekolwiek historie. Milcząc dłuższą chwilę spojrzała na siostrę i cicho zapytała:
- Macie o mnie już tak wyrobioną opinie, że to, co teraz powiem i tak niczego nie zmieni.
- Monika, powiedz coś wreszcie! Na litość Boską! Jesteśmy rodziną!
- Alka, ja ćpałam. Znaleźli mnie na ulicy nieprzytomną. Byłam w szpitalu. Niedawno wyszłam. Chodzę na terapię i do psychologa.
Ku jej zdziwieniu siostra przytuliła ją do siebie głaszcząc po głowie.
- Dobrze, że chcesz z tego wyjść. Teraz już będzie z górki. Zobaczysz.
Cieszyła się, że Alicja nie wnikała, co było powodem sięgnięcia po narkotyki, bo gdyby przyznała się, że miały być lekarstwem na ból po utracie Andrzeja, coś by zniszczyła, a tym czymś mógł by być nawet związek. Jeszcze raz spojrzała na siostrę i razem z nią udała się do kwiaciarni aby wybrać bukiet na uroczystość, która odbędzie się za siedem dni. Tempo działania Młodej było zaskakujące. Znała ją jednak na tyle, że zamawianie kwiatków wcześniej niż trzeba nie zrobiło na niej żadnego wrażenia. Po szale w kwiaciarni Monika wróciła do swojej kawalerki, którą odstąpił jej będący za granicą wujek. Wzięła się za sprzątanie i gotowanie. Później, siedząc przed telewizorem rozmyślała nad prezentem dla panny i pana młodego. Późnym wieczorem wykorzystała to, że pierwszy raz od kilku dni nie padał deszcz i udała się na spacer. Przemierzała Warszawę i oglądała przy tym wystawy sklepowe. Co najważniejsze, nie była pod wpływem narkotyków tak jak kilka tygodni wcześniej, podczas wieczornej przechadzki. Mimowolnie zatrzymała się przy witrynie sklepu jubilerskiego i uśmiechnęła się sama do siebie. Zdała sobie sprawę z tego, że skoro podniosła się z samego dna i dała sobie pomóc, kiedyś, choć nieprędko, poczuje się w stu procentach szczęśliwa. Zapatrzona w swój uśmiech zderzyła się z mężczyzną, który przy spojrzeniu w górę okazał się być Karolem Kłosem. Choć był na nią wściekły za to, jak potraktowała jego najlepszego kolegę, nie uciekł od niej ani nie zaczął jej wyzywać. Wysilił się nawet na uniesienie kącików ust w górę.
- Gdzie pędzisz? - zapytał.
- Wyszłam się trochę przewietrzyć, a ty?
- Wracam do domu. Byłem coś zjeść na mieście.
- No tak. Zapomniałam. Przecież mieszkamy niedaleko siebie.
- O proszę.
- Karol, ty nie powinieneś być teraz z Andrzejem?
- Owszem, ale odwołał całą imprezę. Powiedział, że przełożymy to na inny dzień. 
- A mógłbyś mnie do niego podrzucić? Muszę wziąć coś dla Alki.
- Jasne.
Po kilkunastu minutach była już pod blokiem, gdzie mieszkał Wrona. Tak naprawdę nie przyjechała po nic dla siostry. Właściwie to wahała się, czy wchodzić do środka czy nie, ale kobieca intuicja podpowiadała jej, że powinna choć spróbować porozmawiać z Andrzejem, bo jego zachowanie nie jest normalne. Drzwi od jego mieszkania były otwarte. Weszła więc, zamykając drzwi i starając się nie przewrócić na pozwijanym dywanie. Wszystkie światła były zgaszone. Czuć było zapach alkoholu. Szła nie zwiększając tempa. W pewnym momencie poczuła, że kopnęła coś szklanego. W świetle latarni zewnętrznych mienił się walający pod meblami kieliszek.
- Andrzej... - szepnęła, zawieszając głos.
- Czego chcesz?!
Spłoszona krzyknięciem skierowała się ku wyjściu.
- Czekaj. Nie wychodź. Nie wychodź, słyszysz?
Złapał ją za rękę i przyciągnął o siebie. Oparła głowę o jego klatkę piersiową, jednak nie odwróciła się w jego stronę. Przymknęła powieki i ścisnęła jego dłoń. Stali tak dłuższą chwilę, kiedy Wrona w końcu wydusił z siebie kilka słów.
- Przed tym ślubem muszę pobyć sam. Nie z chłopakami i nie z Alicją.
- Wszystko w porządku?
- Nic nie jest w porządku, Monika. Muszę przemyśleć parę spraw. W końcu za niecałe siedem dni nie będę już kawalerem.
- No tak. - odparła, a do jej oczu napłynęły łzy. - Pójdę już.
- Nie.
- Ale chciałeś zostać sam.
- Zostań, proszę.
Posłusznie usiadła na sofie. To samo zrobił Andrzej. Kolejny raz milczeli. Dla niego było to po prostu wygodniejsze. Chciał w spokoju  wszystko przeanalizować. Dla Moniki cisza była jednak paraliżująca, ale gdzieś tam w głębi dziękowała Bogu, że właśnie spędza ostatnie godziny, a być może i minuty z mężczyzną życia, bo za jakiś czas będzie to już niemalże niemożliwe. Uroniła kilka łez, a kiedy wycierała policzki spojrzała na swoje uda, na których głowę położył Wrona. Jego oddech był coraz bardziej spokojniejszy. Domyśliła się, że zasnął. Nakryła go leżącym obok kocem, choć miała nieco utrudnione zadanie, bo nie mogła wstać. Patrzyła na śpiącego Andrzeja i mimowolnie zaczęła głaskać jego twarz. W takiej pozycji tkwiła parę godzin. Nad ranem, w jakiś sposób wyswobodziła się i nie budząc Wrony wyszła z mieszkania.




*


zaczyna się coś dziać.
planuję zakończyć to za niecały miesiąc. przed nami jeszcze jakieś 4, 5 rozdziałów.








5 komentarzy:

  1. Mam genialny pomysł!
    Endrju odwoła ślub, Monika ucieknie z nim w stronę zachodzącego słońca, a Alicja hajtnie się z Kurkiem.
    Innego zakończenia nie akceptuję, bo inaczej nie wyślę pocztówki. :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Współczuję Monice. Rozumiem, że jej siostra nie jest świadoma tego, co dzieje się w jej głowie i oczekuje siostrzanego wsparcia, ale dla Moniki musiało być cholernie trudne to, by siedzieć z nią na wieczorze panieńskim i dobrze się bawić. Tym bardziej, że to wszystko było udawane.
    A Andrzeja nie rozumiem, ale coś czuję, że chłopak się waha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zostałaś nominowana do Liebster Award :) Jeśli masz ochotę, odsyłam na bloga do zakładki, tam jest wszystko wyjaśnione, jeśli chodzi o zasady. ;)

      Usuń
  3. Wrona chyba zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, że popełnił błąd wiążąc się z siostrą Moniki. Jeśli weźnie ślub unieszczęśliwi siebie, Monikę i Alicję. Takich rzeczy nie da się udawać!

    OdpowiedzUsuń
  4. A ten dopiero teraz zaczyna myśleć o ślubie? Rychło w czas panie Andrzeju XD Jak on to wszystko odwoła to będzie zaskoczona. A w sumie nawet mógłby. Alci nic się nie stanie, najwyżej wpadnie w depresję. A przynajmniej Monia odzyska chęć do życia i w ogóle tego typu sprawy. Będzie szczęśliwsza, ba, może nawet wróci do pracy. Odbije się od dna i będzie happy. Tak tylko mówię. Trzymaj się ciepło, buziaki :*

    OdpowiedzUsuń