Jeśli chcesz troszcz się o mnie, tylko pozbądź się złudzeń.
- Do zobaczenia, Bartosz.
Pożegnała swojego współlokatora niemalże niewyczuwalnym pocałunkiem w policzek. Życzyła mu jak najlepiej. Chciała, aby znowu był w najlepszej dyspozycji. Nie żywiła wobec niego nienawiści. W końcu go lubiła, a to już jakiś sukces.
- Arrivederci, Monika. Tylko nigdzie nie uciekaj. Co najwyżej do mnie. Do Polski. Będę czekał.
- Tutto bene. - odpowiedziała ze spokojem w głosie. Przecież nie wspominała nic o ucieczce z Włoch, więc wszelkie domysły Bartosza były zdecydowanie niepotrzebne.
Słysząc trzaśnięcie drzwiami i stukot kół walizki na klatce schodowej w ich włoskiej kamienicy, również postanowiła opuścić lokum. Przebrała się w białą obcisłą sukienkę, a ramiona okryła dżinsową kataną. W małej, choć dość zapchanej torbie odszukała klucze i na dwa zamki zamknęła mieszkanie Bartosza. Nie miała we Włoszech ani jednej bliskiej osoby. Jedynie kilka koleżanek z branży, które mogła poprosić o wypad na zakupy czy wyjście na kawę. Postanowiła udać się do agencji na kolejną sesję, choć do jej rozpoczęcia była jeszcze godzina. Lubiła przychodzić tam wcześniej. Mierzyła różne stroje, jakie być może będzie miała okazje ubrać na kolejną okładkę tygodnika o modzie.
Ona jest zagubiona w środku, zagubiona w środku.
Kiedy przyszła, w garderobie, którą dzieliła z dwiema innymi osobami nie było nikogo. Rozejrzała się dookoła, a jej uwagę przykuły znajome rzeczy. Mimowolnie otworzyła toaletę. Jej oczom ukazała się koleżanka z Polski, klęcząca przed zamkniętą muszlą klozetową. Zewnętrzną część lewej dłoni przykładała do nosa i zaciągała się. Monika doskonale wiedziała, co robi jej znajoma. Odchrząknęła głośno powodując, że dziewczyna speszyła się momentalnie.
- Proszę, nie mów nikomu.
- Jasne. Od kiedy ty…
- Od kiedy wciągam? Od kiedy jest mi źle. Od kiedy zostawiłam wszystko co miałam i wszystkiego się wyrzekłam. Teraz jestem sama. Sama, kurwa. Rozumiesz? Nie mam nikogo. Nawet rodzina nie chce mnie znać. Bo byłam suką. Ojciec miał wypadek. Walczyli o jego życie. A ja po prostu pojechałam do Włoch. Dwa dni później. Zostawiłam matkę samą i spakowałam walizki. Nie zadzwoniłam do domu przez miesiąc. Dopiero po tym czasie odezwałam się i usłyszałam w słuchawce głos taty. Na moje przywitanie po prostu się rozłączył. Widzisz? Nawet wtedy nie potrafiłam być choć odrobinę ludzka. Jestem egoistką. Nienawidzę siebie! Rzygam swoim widokiem w lustrze! Mój narzeczony, kiedy zobaczył, że prawie wcale się nim nie interesuje, zerwał zaręczyny i znalazł sobie podobno kogoś nowego. Jestem skończona.
- I co ci to daje, że trujesz się tym gównem?
- Gdyby nie kokaina, już pewnie dawno bym zwariowała. Jedna kreska sprawia, że chociaż na jakiś czas świat staje się bardziej kolorowy, a problemów nie ma. To jest ucieczka od rzeczywistości. A przede wszystkim separacja od ludzi, którzy widząc mój dobry humor, nie pytają o problemy i o to, dlaczego jestem smutna. Uwalniam się w ten sposób od tłumaczenia wszystkim, że nie jestem dobrym człowiekiem. Dzięki kokainie mam ochotę na imprezę, na seks, na poznawanie nowych osób.
- Jesteś dobrym człowiekiem, tylko się poddałaś. W sumie, to ja też się poddałam.
- Tak, wiem. Olałaś tego swojego Wronę, bo ciągle było ci mało. Pamiętam. Ale nie narzekaj. Dostałaś Kurka, a z niego niezła sztuka.
- Skąd masz towar?
- Monika! Tutaj wszyscy coś mają. Myślisz, że ten cały fotograf, z którym ostatnio współpracujemy jest czysty? Kogo byś nie zapytała, każdy jest w stanie załatwić ci nawet gram.
- Chyba podziękuję.
- Nie namawiam, ale mogę ci teraz trochę użyczyć. Po jednej nic ci nie będzie. Więcej do tego nie wrócisz i tyle.
- Nie jestem pewna.
- No dalej! Jedna na rozluźnienie. Nikogo nie ma.
- Ale ja nawet nie wiem, jak to się wciąga.
- To akurat najmniejszy problem.
- Zrobimy tak. Odkupię od ciebie jedną z tych torebeczek i wezmę ją do domu. Tam zdecyduję co mam z nią zrobić.
- A teraz?
- Teraz jest sesja. Wstawaj.
Złapała znajomą za rękę i wyszły z toalety. Opowieść, którą przed chwilą usłyszała, była niemalże taka sama jak jej, choć nie wypowiedziała tego na głos. W końcu Monika również zostawiła rodzinę bez słowa, wymieniając ją wcześniej na modeling. Zostawiła też Andrzeja, o którym nic teraz nie wiedziała. A chciała. Od pół roku nie zamieniła z nim ani słowa. Z rodziną tez nie. Przeklinała pod nosem na życie, o które tak zabiegała. W końcu tak bardzo ją rozczarowało. Zdawała sobie sprawę z tego, że skoro wybrała Włochy kosztem wszystkiego co było jej bliskie, musi nauczyć się cieszyć tym, co tu ją otacza. Choć ponownie było jej mało. Po sesji wybiegła z budynku i wpadając z impetem do domu rzuciła torebkę i katanę w kat. Chodziła po salonie w kółko i niemalże wyrywała ze swojej głowy włosy. Robiła to od dłuższego czasu. Bo już od jakiś czterech miesięcy nie radzi sobie sama ze sobą. Czuła jak popada w paranoję, a jej egzystencja to przechodzenie od skrajności w skrajność. Przechodzenie od sypiania z Bartoszem do braku chęci na popatrzenie w jego błękitne tęczówki, za które miliony kobiet dałoby się pokroić. Przechodzenie od pracy w wymarzonej agencji, do chodzenia tam jakby z przymusu i z niechęcią. Monika niszczyła sama siebie. Nie umiała wyjść z dołka, który sama sobie wykopała i w który wpadła nie pchnięta przez nikogo.
Ciekawa co u Bartosza, wykonała do niego telefon. Dziwiło ją to zainteresowanie nim, ale nie zastanawiając się nad niczym już na wstępie zapytała, co słychać u chłopaków z reprezentacji, których poznała dzięki Andrzejowi i którzy tak jak Kurek dostali powołanie.
- A u ciebie jak tam? Tęsknisz za mną?
- A no. - odpowiedziała chłodno.
- Bez przekonania.
- Nie chodzi o przekonanie. Tęsknota to raczej temat smutny, więc mówię to bez entuzjazmu.
Monika zawsze umiała się wykręcić. Jej spokojny ton głosu mylił Bartosza. Jej intencje dziwnym sposobem stawały się dla odbiorcy jasne, choć z rezultacie interpretował je inaczej, niż trzeba było.
- Kiedy do mnie dojedziesz?
- Postaram się jak najszybciej.
- Mało konkretnie.
Denerwowały ją docinki Kurka. Kiedy robił do Andrzej, uznawała to za droczenie się i sama postępowała względem niego tak samo. W tym przypadku, irytowało ją każde jego słowo. Siedząc przy oknie z telefonem przy uchu i patrząc ciągle w jeden punkt, coraz bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że jest jej go po prostu szkoda. Szkoda, bo tylko ona jedyna wiedziała, jak bardzo Bartosz jest naiwny, a przynajmniej zdaje się taki być, bo nigdy nie wiadomo, czy nie gra. Była pewna, że i tak nikt, kogo znała nie jest lepszym aktorem. Nikt nie potrafi lepiej udawać. W tym całym zakłamaniu sama już nie wiedziała, czy nawet w najprostszych czynnościach bądź słowach skierowanych do osób, które ją otaczały, podświadomie nie kłamie. Przerażało ją to coraz bardziej. Z każdą godziną, z każdą minutą, z każdą sekundą było to coraz bardziej dotkliwe. W końcu, postanowiła zabukować bilet do Polski na przyszłą sobotę, zaraz po sesji.
Bo kiedy nie ma miłości, co dalej?
Wylądowała na warszawskim Okęciu po osiemnastej. Nie czekał na nią nikt. Nawet przebywający w stolicy Bartosz. Ciągnęła za sobą ogromną walizkę i komunikacją miejską udała się na dworzec Warszawa Centralna. Każdy prosto z lotnika pojechałby zapewne do domu. Ale nie ona. Monika bała się spotkania z rodziną, którą w zasadzie porzuciła. O tym, że będzie spać w hotelu bądź u znajomych wiedziała od początku. Była jednak przekonana, że Bartosz zainteresuje się jej obecnością na tyle, że chociaż zadzwoni i powie, że najzwyczajniej w świecie nie może po nią wyjechać. Przeliczyła się, bo Kurek nie odbierał telefonu, nie odpowiadał na wiadomości i nagrania na poczcie głosowej. Zdała sobie sprawę z tego, że właściwie to nie miała po co, a tym bardziej do kogo wracać. Warszawa stała się dla niej obca. W poczuciu samotności, które po powrocie do rodzinnego miasta miało choć trochę ulec zmniejszeniu, usiadła na długiej ławce, na którą siadali ludzie czekający na swój pociąg. Monika razem ze swoimi bagażami spędziła na stacji całą noc. W pewnym momencie nawet przysnęła i obudził ją jakiś strażnik, który z troską patrzył na jej wymęczoną twarz. Po ósmej, kiedy przez stację przewijała się masa ludzi, taksówką pojechała do hotelu, w którym ponoć przebywał Bartosz. Miała szczęście, że w recepcji pracowała jej znajoma ze szkoły i bez problemu udzieliła jej informacji, w jakim pokoju go znajdzie. Zostawiła bagaże i na dole i wsiadła do windy. Miała ochotę nakrzyczeć na Bartosza za jego zapominalstwo, które w tym przypadku nie mogło być usprawiedliwione, bo przecież kto przy zdrowych zmysłach zapomina o tym, że jego dziewczyna wraca z Włoch do Polski? Z impetem otworzyła drzwi, bo nie chciała tracić tych kilku sekund na pukanie i pytanie czy może wejść.
- Monika?! Co ty tu robisz?!
- Stoję. - odpowiedziała spokojnie do zdenerwowanego Bartosza, spod którego kołdry wychyliła głowę nieznana jej blondynka. Zabolało ją to, co zobaczyła, ale tylko dlatego, że współczuła Bartoszowi. Współczuła mu tego, że tak bardzo brakowało mu uczucia od swojej kobiety, że szukał go w ramionach innej. Nie była zła. Nie zbierało jej się na płacz. Chciała jednak choć w połowie zostać oczyszczona z zarzutów o rozpad ich związku. Poprosiła dziewczynę o wyjście z pomieszczenia, podając jej przed tym leżące na podłodze ciuchy i usiadła obok dość zdezorientowanego Kurka.
- Powiem tak. - zaczęła.- Próbowałam cię pokochać, poważnie. Nie wyszło. I za to cię przepraszam. Ale tylko za to. Bo zdrada nawet w tym przypadku nie może być usprawiedliwiona.
- Najgorsze w tym wszystkim to, że ja cię chyba kocham.
- Nie można użyć słowa kocham razem ze słowem chyba. Ja się określiłam. Nie kocham cię, Bartosz. Lepiej będzie, gdy rozstaniemy się jak cywilizowani ludzie. To nie miało prawa bytu od samego początku. Nawet jeżeli byłbyś pewny swoich uczuć co do mnie, to i tak marnowalibyśmy tylko czas, bo jedna osoba, choćby nie wiadomo jak bardzo się starała, związku nie utrzyma.
- W takim razie dlaczego nie rozstaliśmy się szybciej?
- Bo chciałam spróbować zakochać się w kimś innym niż mój były facet. Nie wyszło, bo mnie zdradziłeś. Nie mam pewności, czy jak w końcu zacznę darzyć cię uczuciem, sytuacja nie będzie się powtarzać. Zdradziłeś raz, zdradzisz i drugi. Zostawiłam tylko kilka moich rzeczy, jakimś sposobem mi je wyślesz. Trzymaj się.
- Ty też, Monika.
Wyszła z pokoju i czuła się nieco lżej. Jeden problem miała z głowy. Wreszcie była wolna, uwolniona od toksycznego związku, który jej tylko szkodził. Doszła do wniosku, że chyba i tak nigdy nie pokochałaby Bartosza, tak jak Andrzeja, o ile w ogóle. Teraz zostało jej tylko do pokonania poczucie pustki i uwolnienie się od wyrzutów sumienia za zranienie najbliższych jej ludzi. Chciała też znaleźć swoje miejsce. Swoje nowe miejsce, bo wiedziała, że na stare śmieci nie ma już po co wracać, chyba, że tylko do starej agencji, do której na pewno przyjmą ją z otwartymi ramionami. Miała ochotę na odpoczynek. Wynajęła pokój w hotelu obok na kilka następnych dni i siedząc na dużym, starannie pościelonym łóżku, postanowiła wyciągnąć z kieszeni telefon, klucze i drobne, które wydał jej automat z biletami. Zapomniała o jednym. Przy sobie miała również mały woreczek kokainy.
Wpierniczam ciastko, chociaż nie powinnam, czytam twój rozdział i zaraz się odezwę!
OdpowiedzUsuńO nie, Monika, chyba nie. Kokainę to ty sobie w dupę możesz wsadzić co najwyżej. Nie możesz zacząć ćpać. Chyba że chcesz od razu zaćpać się na śmierć - droga wolna.
UsuńPrzepraszam, ale jestem wewnętrznie rozbita, a głupie decyzje w wykonaniu jakiejkolwiek Moniki cholernie mnie irytują. Być może dlatego, że właśnie przyjęłam głupią decyzję.
A Bartosz niech spada na drzewo prostować banany. Śpij, chłopie, z piętnastoma laskami, a potem idź i powiedz, że kogoś CHYBA kochasz. Debil.
Mam nadzieję, że mimo wszystko Monika tej kokainy nie zażyje. Tak się tylko mówi, że raz, że to nic, a potem przychodzi uzależnienie. I wcale nie jest kolorowo.
OdpowiedzUsuńA Bartek jest idiotą. O, tyle. Naiwnym, ale wciąż idiotą.
Zamiast walczyć o nowe życie i pogodzenie się z rodziną lepiej pójść na łatwiznę i zaćpać! Oby Monikam nie zrobiła tego błędu, bo wszystko jeszcze można zmienić i naprawić zosawiając za sobą Kurka, Wronę i całą przeszłość!
OdpowiedzUsuńSzkoda mi trochę Bartka, ale skoro mieli się męczyć i krzywdzić wzajemnie, to postąpili dobrze. Niech ją ręka boska broni przed sięgnięciem tego świństwa. Załatwi się niedługo na amen i będą nici ze szczęśliwego życia z Wronką i wszystkimi. Trzymaj się :)
OdpowiedzUsuńW sumie, to ja też się poddałam - lubię to zdanie. Pojebana. Monia chyba oszalała z tą kokainą, a Kurek sobie przegiął z tą zdradą. No może uściślając przesądził sobie ze zdradą w czasie, kiedy jego związek (?!) się pierniczył. Nie wiem dlaczego, ale czuję, że teraz zacznie się cyrk. I tak na marginesie dalej wydaje mi się, że to Argentyńskie opowiadanie,
OdpowiedzUsuń