i krzyczę znów
za dużo słów
za dużo słów na marne
Rano, po jednej z imprez w klubie, gdzie była stałym bywalcem, rozdzwonił się telefon. Początkowo nie chciała go odebrać, ale kiedy ktoś trzeci raz próbował się z nią skontaktować, niechętnie wstała z łóżka i odebrała. Po chwili przebrała się i żeby poczuć się choć trochę lepiej sięgnęła po kokainę. Musiała się czymś ratować. Włoska agencja, w której pracowała poinformowała ją o tym, że na poprzedni adres jej zameldowania, czyli do mieszkania Andrzeja, wysłano korespondencję, którą trzeba podpisać i odesłać z powrotem. Zanim dotarła na miejsce, kokaina zaczęła już działać. Monika czuła się pobudzona, może nawet trochę podminowana, co w oczach osób patrzących na jej poczynania w tramwaju i na chodniku czyniło ją agresywną. Szybkim krokiem udała się na właściwe piętro i zapukała. Andrzej prawdopodobnie zobaczył ją przez wizjer, dlatego drzwi otworzył odwrócony plecami i z opuszczoną głową.
- Przyszłam tylko po swoją korespondencję.
- Po co przyjechałaś? Masz urlop?
- Tak. - odrzekła zgodnie z prawdą, bo właśnie tak tłumaczyła sobie swoją nieobecność we Włoszech, choć oficjalnie, dostała wolne tylko na cztery dni, a nie dwa tygodnie, które minęły.
- Nie szukasz tam mieszkania? Przecież nie będziesz mieszkać z Bartoszem. Podobno to ty go rzuciłaś.
- Poradę sobie. I tak, masz dobre informacje.
Gdyby nie narkotyki, zapewne nie byłaby w stanie z nim rozmawiać i odpowiadać mu na jakiekolwiek pytania.
- Cóż. Nie dziwi mnie to.
- Andrzej, gówno cię to wszystko obchodzi. - odburknęła.
- Masz racje, dokładnie gówno. Ale mam do ciebie prośbę. Jedź do Włoch tak samo szybko, jak pojawiłaś się w Polsce. Zniknij stąd.
- Pierdol się. - krzyknęła i bez najmniejszego zawahania uderzyła Wronę z całej siły w twarz.
- Oszalałaś?! Gdybyś mnie kochała, nie zrobiłabyś tego. Bartek najwyraźniej nie miał racji, mówiąc, że nadal jesteś zakochana. Szkoda tylko, że dla mnie jesteś zerem. Dla mnie już nie istniejesz.
Kiedy chciała uderzyć go drugi raz, złapał ją za nadgarstek i choć wcale nie użył siły, spowodował, że jej wychudzona i bezsilna ręka nie mogła wyswobodzić się z uścisku. Z przymkniętymi oczami szarpała się z Andrzejem, który zamiast puścić ją i pozwolić wyjść patrzył na jej zachowanie z politowaniem. W końcu uspokoiła się i nieco łagodniejszym tonem powiedziała:
- Daj mi, to. Proszę.
- Trzymaj. - podał jej niewielkich rozmiarów kopertę, którą natychmiast otworzyła, choć nie powinna robić tego akurat w tym miejscu. Po przeczytaniu wszystkiego wpadła w szał. Odurzona kokainą zaczęła biegać po mieszkaniu Andrzeja i krzycząc na całe gardło wprawiła go w osłupienie. Przewróciła stół, krzesła, rozlała wodę na panele. Zmęczona lataniną usiadła przy oknie, kładąc na parapecie głowę. Agencja, w której pracowała podziękowała jej za współpracę i rozwiązała z nią umowę informując tylko o tym, że zaległe wynagrodzenia za sesje i pokazy już znajdują się na jej koncie. Rzekomym powodem zerwania umowy było zaniedbywanie obowiązków i niewywiązywanie się z zawieranych umów. Kiedy jej złość ustała podniosła głowę, a nad rozdartymi kawałkami listu klęczał Andrzej. Próbował ułożyć je w całość, najprawdopodobniej po to, aby poznać powód jej furii. Kiedy to zrobił, Monika rzuciła się na niego z pięściami.
- Po co to zrobiłeś?! Dlaczego chciałeś wiedzieć?! Wyrzuć to, rozumiesz? Wyrzuć.
Wronie nie przeszkadzały zrywy jego byłej dziewczyny, bo jako postawny, silny i wysoki mężczyzna z powodzeniem odpierał ataki. W końcu złapał ją za ramiona silniej niż wcześniej, co sparaliżowało jej ciało i popatrzył w jej źrenice.
- Ty ćpałaś. Kurwa, ty jesteś naćpana!
- Sam jesteś naćpany, zostaw mnie!
- Co brałaś?
- Nic nie brałam, o co ci chodzi? Przyszłam tylko po list.
- Straciłaś kontrakt.
- Już mówiłam, że nic ci do tego. Wrócę do starej agencji.
- Zapytam jeszcze raz - co brałaś?!
Echo jego słów rozniosło się po całym osiedlu. Monika nie chciała się przyznać, więc dalej brnęła w zaparte.
- Powtórzę się jeszcze raz. Nie brałam nic. Nie ćpam i ćpać nie będę. Puść mnie, chce wyjść.
- Na pewno?
Nie odpowiedziała mu na to pytanie. Po prostu odwróciła się i wyszła. W swojej złości nie zwracała uwagi nawet na jadące samochody i zdenerwowanych kierowców, kiedy wchodziła im pod koła, a dźwięk przekleństw roznosił się po całej ulicy. Następnego ranka żałowała kłótni z Andrzejem. Wściekła się też na Kurka bo gdyby nie on i jego rzekome oczekiwanie na nią, nie przyjeżdżałaby do Polski i nie byłoby jej tak ciężko stąd wyjechać. Dodatkowo wygadał się Wronie. Brała jednak pod uwagę to, że przecież ostatecznie decyzja należała do niej i nie może obwiniać Bartosza w stu procentach za wszystko, co się wydarzyło. Zadzwoniła do swojego włoskiego menadżera zapytać, czy nie mogłaby wrócić i czy nie dałoby rady wszystkiego odkręcić. W odpowiedzi usłyszała, że na wszystko jest już za późno, a on sam musi podziękować za współpracę. Świat kolejny raz runął jej na głowę. Jej psychika, której już właściwie nie było, z każdym dniem upadała w dół, ciągnąc wszystko - począwszy od Andrzeja, skończywszy na karierze we Włoszech. Jej jedyną nadzieją był powrót do starej agencji, w której stawiała swoje kroki i w której tak bardzo chcieli ją zatrzymać. Wstydziła się jednak prosić o ponowne przyjęcie. Z rodzinnego domu wyniosła takie wartości jak honor, chociaż w tym przypadku nie miała przecież wyjścia. Musiała wrócić na stare śmieci, aby nie upaść jeszcze gorzej. W narkotykowym amoku, który z każdą chwilą ustawał poszła do klubu aby odebrać od właściciela towar. Czekał na nią w swoim samochodzie. Znała go doskonale.Jej koleżanki z agencji, do której chciała teraz wrócić, kupowały u niego towar jeszcze jakieś pół roku przed jej wyjazdem do Włoch.
- Nie wierze, Monika, że i ty wciągnęłaś się w to bagno.
- W nic się nie wciągnęłam. Po prostu potrzebuję trochę na teraz, na kilka dni. Muszę poradzić sobie z pewnymi sprawami, a bez tego nie dam rady.
- Wy wszystkie jesteście piękne, mądre co zdarza się w tej branży rzadko, ale cholernie zagubione.
- Po co mi to mówisz, skoro sprzedajesz?
- Sprzedawałem półtora roku, od dziś jestem wolny. Rzucam to. Przepraszam.
- Ale jak to rzucasz? Od kogo teraz będę kupować? Parę dni temu, jakiś gość też mi odmówił.
- Mój syn musiał przejść operację za granicą. Pożyczyłem na to pieniądze od znajomego, który okazał się być dilerem. Zażądał szybszej spłaty gotówki. Nie miałem za co mu oddać. Nie mogłem sprzedać klubu ponieważ dzielę go na spółkę z bratem, a ten pożyczył mi tylko niewielką część pieniędzy na leczenie syna. Znajomy zaproponował, że jeżeli rozprowadzę narkotyki za cenę, która pokryje mój dług, będziemy kwita. Widziałem się z nim przed przyjazdem tutaj. Obydwoje uznaliśmy, że znajomość zakańczamy raz na zawsze. Dla naszego bezpieczeństwa. Syn jest już zdrowy, a żona nie chce już ode mnie odejść. To było piekło. Półtora roku życia w strachu. Mam tylko wyrzuty sumienia, bo wszystkie twoje koleżanki, które się u mnie zaopatrywały trafiły na terapię. Niektóre są już wolne, kilka jeszcze chodzi na zajęcia. Z drugiej strony to nie do końca moja wina. Ja przecież ich w to nie wciągnąłem. Same przychodziły i kupowały. Gdybym sprzedawał im tyle, ile naprawdę chciały, odwiedzałabyś je na cmentarzu. Dlatego właśnie tyle czasu zajęła mi spłata długu. Nie marnuj się dla kokainy. Dobra z ciebie dziewczyna.
Jestem tym, czym jestem.
Robię to, co chcę, ale nie mogę tego ukryć.
- Przepraszam, ja to pozbieram.
- Monika? To ty?
Ten dzień mogła zdecydowanie zaliczyć do listy nieudanych, która z każdym tygodniem powiększała się o siedem. Osobą, której z reklamówki wysypały się jabłka, a z ręki wypadła torba, był nie kto inny jak jej siostra, pieszczotliwie zwana Młodą.
- Trzymaj, twoje zakupy. Zagapiłam się i potrąciłam cię przez nieuwagę.
- W porządku, zdarza się.
- No to ... Cześć.
- Poczekaj, poczekaj. Jak już spotykamy się przy takiej okazji, to może chociaż chwilę pogadamy? Jak ci tam w tej agencji?
- A no właśnie mnie zwolnili. Fajnie, nie? Teraz możesz się cieszyć, że jednak mi się nie udało.
- Przeszła mi ochota na modeling. Skończę studia i może znowu zacznę się w to bawić. I nie, wcale nie cieszę się z twojego nieszczęścia.
- No to życzę powodzenia. Tylko jedna mała uwaga - jest różnica pomiędzy zabawą, a robieniem czegoś na poważnie.
- Dobra, nie będę ściemniać. Andrzej mi wszystko powiedział. Wiem, co się stało.
- No proszę, to w takim razie po co zapytałaś?
- Bo chciałam usłyszeć to od ciebie. Chciałam zobaczyć, czy mi powiesz, co się stało.
- Nie mam nic do ukrycia. Obojętne mi, czy ktoś wie coś o mnie, czy nie. Ale zaraz, zaraz. Wszystko, czyli co?
- No to, że przyszłaś po list i powiedziałaś mu,że wylali cię z agencji. Mogę ci jakoś pomóc?
Monika czuła na sobie wzrok Młodej. Spojrzenie pełne współczucia i chęci poznania całej prawdy. Przyjęłaby pewnie pomoc i byłoby jej na pewno lepiej pod każdym względem, zarówno psychicznym jak i fizycznym. Coś jednak stało jej na drodze w przekonaniu się do siostry. Był to właściwie ktoś, kogo Monika chciała mieć przy sobie, ale było to niemożliwością. Chodziło oczywiście o Andrzeja, któremu była wdzięczna za to, że nie powiedział Młodej całej prawdy.
- Obecnie nocuję w hotelu, ulokuję się gdzieś, ale dziękuję.
- Gdybyś chciała pogadać, to zawsze możesz dzwonić, przyjść, cokolwiek...
- W porządku. - odrzekła obojętnie.
- W sumie to nie wiem, czy to dobry moment, ale chciałabym ci coś dać. Noszę je w torebce, bo dzisiaj dopiero odebrałam.
Młoda wyciągnęła z torebki biało różową kopertę zaadresowaną do Moniki.
- Do dwóch tygodni przed chciałabym znać odpowiedź. Liczę na twoją obecność.
Monika i jej siostra rozeszły się bez słowa. Właściwie to Monika odeszła, bo trzymając w ręce zaproszenie na ślub Alicji Bartoszewskiej i Andrzeja Wrony, który odbędzie się za pięć tygodni zaniemówiła. Nie mieściło jej się w głowie, że Młoda z takim spokojem wręczy jej kopertę, przez którą jej świat runie już doszczętnie. Dopiero po chwili namysłu, Monika uświadomiła sobie, że jej obojętność wobec Andrzeja i jego uczuć, kiedy wyjeżdżała do Włoch, poraziła go bardziej niż jej się wydawało. Z resztą nie tylko jego, bo Alicja dalej myśli, że Wrona to dla niej temat zakończony.
Ten tego, ja tu wrócę, ale wiesz... TYLKO CZTERY ODCINKI DO MOJEGO KOŃCA HIMYM!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńBA DUM TSSS.
UsuńTutaj ślub, tam ślub. Robin i Barney (♥♥♥♥♥♥♥♥) oraz Młoda i Andrzej. Przepraszam, póki co wygrywa pierwsza para :c
KurDE (nie to chciałam napisać...), Monika! Ty debilko. Ćpaj se, zaćpaj się i spadaj. Mieszasz tylko ludziom w życiu.
Zadziwiająco łatwo mi się na nią wścieka... O, wiem dlaczego! Przez imię.
:*
To się porobiło. Nie dość, że Monika wciąga się w narkotyki, to jeszcze teraz okazuje się, że jej siostra bierze ślub z Andrzejem. Nieciekawie.
OdpowiedzUsuńAż jestem ciekawa co wymyślisz dalej :)
Biednej dziewczynie wszystko posypało się na głowę! Może i sama sobie winna ale człowieka wiele rzeczy w życiu nie wychodzi ale nie stacza się na dno!
OdpowiedzUsuńHm.. zaczęłam sobie wyobrażać co byłoby gdyby taka Gabrynia wręczyła mi zaproszenie na ślub z moim ukochanym, ale na wyobrażeniach się skończyło, bo to całkowicie nierealne i ty o tym wiesz, więc ja z kolei nie umiem określić jak ona mogłaby się czuć. Podejrzewam, że chujowo, więc nie jest ideolo wcale. A cpuństwo to już inna sprawa.
OdpowiedzUsuń