piątek, 29 sierpnia 2014

#sette

Głownie łatwo zapomnieć o błędach 
Natomiast o ludziach dużo trudniej 


Przygotowania do ślubu jej siostry przysłaniały rodzinie i znajomym cały świat.  Młoda zawsze robiła wokół siebie dużo szumu. Tak też było tym razem. Zaangażowała niemalże wszystkich znajomych, a zamiast kwiatów zażyczyła sobie wytrawne trunki. Ściągnęła do domu jedną z najbardziej cenionych warszawskich kosmetyczek i zapisała się do najdroższego fryzjera. Monika patrzyła na rozrzutność siostry, która za wszystko płaciła fortunę, bo przecież lepiej było zaangażować w przygotowania najdroższych dekoratorów i florecistów, a suknię ślubną wysadzaną kryształkami wypożyczyć z najmodniejszego salonu. Najgorsze, że na luksusy mogła pozwolić sobie tylko dzięki rodzicom, którzy nie pytając na co i po co, dawali pieniądze. I na to Monika nie mogła patrzeć, bo nie wyobrażała sobie, jak można tak wykorzystywać rodziców, dla których i tak była skarbonką bez dna, bo Młoda ciągle coś chciała, a nie potrafiła sobie na to zasłużyć, tym bardziej zapracować. W tym właśnie różniły się obydwie siostry - starsza ceniła sobie ciężką pracę i samowystarczalność, a młodsza wolała mieć wszystko podane na tacy. Mimo wszystko Monika nie wypowiadała swoich obserwacji na głos. Trzymała się z boku, zamknięta w swojej dwupokojowej kawalerce i aby nie wyglądać gorzej niż pozostali goście, a raczej goście płci żeńskiej, mierzyła świeżo kupioną sukienkę i buty. Nie chciała iść na to wesele, ale przynajmniej to chciała zrobić dla Andrzeja, któremu przecież obiecała, że się zjawi. Potraktowała to jako pewnego rodzaju odwdziękę za to, co mu zrobiła. Skoro był zadowolony i wiedział, że ona jest w sytuacji odwrotnej, chciał pochwalić się swoim szczęściem aby sprawić ból. I rzeczywiście miał do tego prawo. Zemsta zawsze ma za zadanie być słodką dla tego, kto się mści. Od ostatniej wizyty, podczas rzekomego wieczoru kawalerskiego nie widzieli się ani razu. Nie rozmawiali ze sobą przez telefon ani nie wysłali do siebie ani jednej wiadomości. Monika chciała dać Andrzejowi przede wszystkim spokój, bo potrzebował go teraz najwięcej. Nie chciała, aby przed ślubem niepotrzebnie się denerwował bądź wracał do przeszłości, która zepsuje mu humor. Tym samym oszczędziła też siostrę, na której zapewne by się wyżywał. Ta sobota miała być przecież dniem tej dwójki i za nic w świecie nie zamierzała niczego zepsuć. Zdezorientowana swoimi przemyśleniami nakryła się kocem i z gorącą herbatą w dłoniach starała się odbiec myślami od felernego weekendu.



Zrobić świństwo, które utkwi w pamięci
znacznie łatwiej, niż później po ludzku to odkręcić



Młoda dopilnowała, aby jej najbliższe koleżanki siedziały w pierwszym rzędzie a ich różowe sukienki komponowały się z krawatami przyjaciół pana młodego i bukietem jej kwiatów. Wystrój Kościoła wyglądał jak ewidentna inspiracja bajkami Disneya, a przynajmniej na taki wyglądał, bo od samego rana Monika dostała już pięć wiadomości ze zdjęciem miejsca, w którym jej siostra  zmieni stan cywilny. Wzburzenie natychmiast łagodziła trzema głębokimi wdechami i powtarzaniem sobie w myślach formułki: ''Tylko spokój może cię uratować''. Leniwie jadła śniadanie, a pakowanie prezentu zajęło jej co najmniej godzinę. Niestety czas nieubłaganie leciał i musiała zacząć się malować, kręcić włosy i ubrać sukienkę. Zdawała sobie sprawę z tego, jak wygląda. W końcu ciągle jest modelką i czego na siebie nie włoży i tak będzie wyglądać dobrze. Mimo świadomości swojej urody i jej mocnych stron nie chciała wzbudzać sensacji, chociaż przygotowała się na to, że tego nie uniknie, skoro zajmie miejsce w jednym z pierwszych rzędów, zaraz obok rodziców i młodszego brata. Zamyślona i przybita jednocześnie malowała długie rzęsy.  Miała wrażenie, że gdyby nie tabletki uspokajające, które dostała od lekarza prowadzącego jej terapię w razie, gdyby jej stan psychiczny pogarszał się, płakałaby wniebogłosy. Bo przecież za niemalże chwilę straci swoją miłość. Na szczęście jakoś się trzymała i kończąc przygotowania zadzwoniła po taksówkę. Kiedy już ujrzała swoją młodszą siostrę w białej sukni, miała mieszane uczucia, bo ciężko było jej przyznać samej sobie, że wygląda przepięknie. Delikatny makijaż i lekko skręcone, długie blond włosy dodawały jej uroku. Goście uśmiechali się od ucha do ucha. Tylko ona ledwo co unosiła kąciki swoich ust. Było to i tak wyczynem, bo w końcu za parę minut zostanie najbardziej nieszczęśliwą kobietą ze wszystkich, które zna. Aby nie skupiać się na tym, co dzieje się na ołtarzu, z uwagą inną niż wszyscy słuchała pieśni wykonywanych przed wynajęty profesjonalny chór. Kiedy Andrzej miał zacząć mówić przysięgę, mimowolnie skierowała wzrok. Nie chciała pamiętać chwili jej osobistej tragedii tak dokładnie, ale wyobrażała sobie, że zamiast siostry, stoi tam ona i tylko dzięki temu wreszcie patrzyła tam, gdzie wszyscy obecni.
- Ja, Andrzej, biorę ciebie...
W tym momencie oderwał wzrok od Alicji i wbił go w tęczówki Moniki. Patrzyli na siebie kilka sekund, po czym wziął oddech i  puścił rękę Młodej.
- Nie Ala. To nie ma sensu. 
Nastała cisza. Rodzice oniemieli, ksiądz udzielający sakramentu również. W nie mniejszym szoku była też i ona. Patrzyła na wyraz twarzy Andrzeja, który zdawał się mówić coś w stylu: ''Co za ulga.'' Jego słowa i tak najbardziej dotknęły Alicję.
- Zaraz, zaraz. Co proszę?
- Ślubu nie będzie. Nie będzie wesela, nie będzie niczego. Nie będzie nas, Alicja. Przepraszam.
- Przepraszam?! Tylko tyle?!
- Nie kocham cię.
- Tylko tę ćpunkę, tak? Kochasz ją? Ćpunkę, która leżała na ulicy, to ją kochasz prawda?
- odwróciła się w stronę zdezorientowanej Moniki, bo przecież nie wiedziała o tym, że ktoś inny oprócz Andrzeja, ojca i jeszcze jednego mężczyzny wie o tym, co wydarzyło się niedawno.
- Alka, daj jej spokój. Nie jestem gotowy po prostu na małżeństwo.
 - Ty szmato! - Młoda nie dawała za wygraną i bijąc Monikę bukietem róż po twarzy i ramionach krzyczała na cały Kościół. - Gdybyś się nie pojawiła wszystko byłoby lepsze! Przyjechałaś nam wszystkim kolejny raz zrujnować życie, bo sama jesteś w rozsypce. Zwykła ćpunka. Wielka modelka z przyćpanymi oczami! Bogaczka od siedmiu boleści! Idź tam do tego swojego, który ci sprzedawał towar! No idź! Na co jeszcze czekasz?! 

Monika zacisnęła pięści i z przymkniętymi oczami odbierała kolejne uderzenia kolczastym bukietem. W pewnym momencie nie wytrzymała. Miała dość niesłusznych oskarżeń, bo przecież nie prowokowała Andrzeja do niczego, a tym bardziej do rzucenia Alicji przed ołtarzem. Najbardziej jednak zabolało ją słowo ''Ćpunka''. I właśnie za ten jeden wyraz wyprostowała palce i z rozmachem uderzyła siostrę w twarz, zostawiając na policzku czerwony ślad. Wybuchając płaczem wybiegła z Kościoła i ile sił w nogach biegła przez miasto do swojej kawalerki, w której zamknęła się na cztery spusty wyłączając telefon.



*

krótko, zwięźle i na temat. znowu opóźnienie, wybaczcie mi  

4 komentarze:

  1. A TO SUCZA! Ja rozumiem wszystko, nieszczęście się stało, bo Andrzej nie chciał się dać wziąć pod pantofla, ale żeby od razu rzucać mięsem na niewinną Monię?! Jezu, ale się trzęsę ze złości. Przecież ta dziewczyna nic jej nie zrobiła. To był podłe, okropne i jeszcze raz podłe. Trzymajcie mnie, bo uruchomię rebelię XD Trzymaj się ciepło, buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  2. HA A JA WIEDZIAŁAM, JA TO CZUŁAM ��
    Brawo, Andrzej! Brawo, Monika! Przywalcie Alicji sto razy! HA!

    OdpowiedzUsuń
  3. Czułam, że Andrzej nie da rady. Nie przestaje się kochać od tak, mimo wszystko.
    A Alicji dobrze tak, że dostała w twarz, bo zasłużyła! Rozumiem jej oburzenie, ale to nie była wina Moniki, że Wrona zmienił zdanie, bo ona schodziła mu z drogi, żeby nie prowokować.

    OdpowiedzUsuń
  4. Andrzej zachował się jak zwykła śwnia!!! Takie rzeczy należało załatwić wcześniaj, a nie zostawić laskę przed ołtarzem na oczach rodziny i gości! Tak się nie robi mimo, że Alicja na to zasłużyła!

    OdpowiedzUsuń