piątek, 26 września 2014

info

http://zadnych-granic.blogspot.com/



pomysł jest, ale kiedy się coś pojawi to sama nie wiem. łapcie bohaterów. 

sobota, 20 września 2014

#nove

Obudziłam się zasapana i spocona. Wypchałam Młodą z łazienki cmokając i mówiąc '' też Cie kocham!''. Ubrałam pierwsze lepsze spodnie, bluzkę, złapałam w dłoń torebkę i pocałowałam tatę w policzek na pożegnanie. Po trzydziestu minutach tkwienia w tłocznym autobusie pojawiłam się przy drzwiach Andrzeja, które otworzyłam bez zastanowienia i wbiegłam do sypialni.
- Kochanie przepraszam! Przepraszam, że miałam takie fochy! Przepraszam cię!
- Moniczka, ale przecież wszystko w porządku!
- Ale obiecasz mi, że nie będziesz brał ślubu z Alką? Nigdy w życiu?!
- O czym ty mówisz? Z Alką?!
- zaśmiał się i położył mi na czole dłoń, w celu sprawdzenia, czy aby na pewno nie mam gorączki.
- Andrzej, ty nie uwierzysz jaki ja miałam sen! - zerwałam się z łóżka siadając niemal idealnie wyprostowana. 

- Zamieniam się w słuch.
- Śniło mi się, że byłam bohaterką opowiadania. Że ktoś o mnie napisał.
- Hahaha, no nie, to już jakaś paranoja, Misia.
- Cicho! Nie przerywaj! Śniło mi się, że obudziłam się w pokoju Bartka, dokładnie w tym, gdzie nas kiedyś przenocował jak pojechaliśmy na wakacje do Włoch. I wiesz co?! Obudziłam się obok niego. Był moim chłopakiem, z którym byłam z przymusu, bo zostawiłam wszystko łącznie z tobą i wyjechałam tam do agencji. 

- No to podoba mi się coraz mniej.
- Któregoś dnia poszłam na sesję i spotkałam się z jakąś dziewczyną. W tym opowiadaniu ją znałam. Pracowała razem ze mną. Zastałam ją jak ćpała w toalecie. Dała mi woreczek z kokainą. Wzięłam go, ale nie otworzyłam. W pewnym momencie, kiedy obydwoje z Bartkiem przyjechaliśmy do Polski, przyłapałam go na zdradzie. Rozstaliśmy się ku mojemu zadowoleniu. Dodatkowo po mnie nie przyjechał i całą noc przed tym wydarzeniem spędziłam na dworcu. Postanowiłam też pomimo wstydu iść do rodziców i spróbować przeprosić ich za to, co zrobiłam. Przyjęli mnie, ale milczałam. Nie powiedziałam nic. I wtedy pojawiłeś się ty i Alka. Jako para. Następnie dowiedziałam się, że bierzecie ślub, zaczęłam ćpać i poszłam do ciebie po pocztę, bo okazało się, że zwolnili mnie z włoskiej agencji drogą pisemną. Zrobiłam ci awanturę. A kiedy zacząłeś się domyślać, po prostu wyszłam. Następnie znalazłeś mnie naćpaną na środku ulicy. Miałam przez kokainę zapalenie mięśnia sercowego, leżałam dwa tygodnie w szpitalu, ale mnie nie odwiedziłeś. Pogodziłam się za to  z ojcem, a ten załatwił mi terapię.
- Jakieś totalne szaleństwo!
- wykrzyczał niedowierzając.
- Po pobycie w szpitalu poszłam do ciebie aby ci podziękować. Zostałam też zaproszona na wieczór panieński Alki. Za parę dni spotkałam Karola, który mi powiedział, że ty swój kawalerski odwołałeś. Zawiózł mnie do ciebie. Powiedziałeś, że musisz pobyć te kilka dni przed ślubem bez Alki. I stojąc już przy ołtarzu popatrzyłeś na mnie i ją rzuciłeś. Powiedziałeś, że jej nie kochasz, a ta kretynka pobił mnie bukietem i wykrzyczała przy wszystkich, że jestem ćpunką i że gdybym się nie pojawiła w Polsce, to nie byłoby problemów. Po wszystkim rozmawiałam z ojcem, pocieszał mnie. Rozmawiałam też z Alką, która kazała mi szybko do ciebie jechać bo miałeś wyjechać do Bełchatowa. Więc do ciebie pojechałam i już tam zostałam. Wtedy właśnie się obudziłam. Podsumowując, zgadza się tylko to, że zmieniasz klub.

Wrona tarzał się po łóżku.
 - O tego Kurka, to poczułem się zazdrosny. - zaśmiał się i pocałował ją w czoło.
- To wcale nie jest zabawne. W tym śnie, ktoś, kto był narratorem znał wszystkie moje uczucia i obawy.
- Wszechwiedzący. - wybuchnął jeszcze większym śmiechem. - Kładź się. Jest godzina ósma rano,w dodatku sobota. 

Poczułam, że wszystko jest na swoim miejscu.


*FINE*


Trwa bardzo ważny rok w moim życiu. Wiele rzeczy zrealizowałam, wiele rzeczy odpuściłam, wiele razy się na czymś lub na kimś zawiodłam. A to dopiero wrzesień! Za równe 12 miesięcy wyprowadzę (wyprowadzimy?) się na dobre z Podkarpacia i muszę zająć się realizacją tego planu. A plan ten ma dwie opcje, a właściwie dwa miasta. Dlatego biorę się za siebie  i za wszystko to, co powinnam zamknąć lub ułożyć. Tak. Myślę, że to dobry czas na przemyślenia, co dalej. Życzę wam wszystkim miłej soboty, radości z medalu, jaki na pewno będzie miała POLSKA CUDOWNA NAJLEPSZA NA ŚWIECIE REPREZENTACJA, a przede wszystkim motywacji do pisania tak wspaniałych opowiadań, jakie piszecie. Tych, które mam przyjemność czytać. Będę to czynić nadal. A jeżeli stworzę kolejną, własną historię, nie zabijajcie mnie za częstotliwość dodawania rozdziałów. Jednak w  najbliższym czasie, chyba się na to nie zanosi. W razie czego, będę informować TUTAJ. Kończąc, ten blog był dla mnie czymś innym. Czymś nowym, w innej narracji, z nieco innymi charaternie bohaterami. Było, w moim odczuciu, nieźle.

A więc - do zobaczenia ! <3

wtorek, 9 września 2014

#otto

Dziś jest piękny dzień, by stan w którym nie możesz spojrzeć komuś w oczy, w inny stan przeistoczyć 


Siedziała na skarpie, skąd rozpościerał się widok na rzekę i zachodzące słońce. Pomimo mokrej od burzy trawy, postanowiła przyjechać tu i porozmawiać z kimś, kto już od jakiegoś czasu stał się dla niej tak bliski, jak być powinien.
- To nie jest twoja wina.
- Jest. Pojawiłam się w nieodpowiednim miejscu, w nieodpowiednim czasie i w nieodpowiednim momencie życia Andrzeja. Widocznie coś mu wróciło, skoro podjął taką decyzję.
- Co masz na myśli? - ojciec patrzył  na nią pytająco.
- Kiedy zaczął mówić przysięgę, popatrzył na mnie jakby z wyrzutem. Właściwie to nie wiem co kryło się w jego spojrzeniu. Nigdy tak na mnie nie spojrzał. To było coś dziwnego. Coś w stylu ''to przez Ciebie'' albo ''bez ciebie nie potrafię z inną, widzisz co narobiłaś?''.
- Nawet jeżeli tak popatrzył, to przecież nie dlatego, że mu kazałaś zostawić Alkę przed ołtarzem, bo tego nie zrobiłaś. Przyjechałaś do Polski i nie wiedziałaś, że są zaręczeni. W sumie to my sami z mamą dowiedzieliśmy się chwile przed tobą. A przed ślubem usunęłaś się w cień, chodziłaś na terapię.
- Tyle, że mama jest teraz na mnie wściekła.
- Bo jest zapatrzona w Alicje.
- A ty? Ty przecież też.
- Owszem. Ale ja mam dwie córki i jeszcze dodatkowo syna.
- Nie wiem, co robić, tato.
- W końcu sprawa ucichnie, Ala się ogarnie, Andrzej  ujawni to, o co mu chodziło, a mama się ze wszystkim pogodzi.
- Nie jesteś zły, że tak zrobił? Że upokorzył twoją córkę przed wszystkimi?
- Szczerze? Nie. Byłbym zły, gdyby został jej mężem i za miesiąc dawałby jej powody do rozwodu. W sumie to zdecydował się w ostatnim momencie, ale lepiej późno niż wcale. Lepiej, że ją zranił teraz. Zrobił tak, jak podpowiadało mu serce.
- Wiesz co jest w tym wszystkim najgorsze? Że teraz nie odzyskam go już wcale. Już nigdy. Alicja nie da mi żyć, będzie węszyć podstęp i zrobi wszystko, żebym nie zbliżyła się do Andrzeja. A ja sama chyba nie chcę z nią rozmawiać.
- Fakt, poniosło ją.
- Nazwała mnie ćpunką. Ale nigdy nie zapytała, dlaczego brałam narkotyki. Nikt o to nie zapytał.
- Więc dlaczego?
- Bo czułam się niepotrzebna, niekochana, niechciana, odrzucona, znienawidzona. Nic nie miało sensu. Rzuciłam Bartka, bo go nie kochałam. Próbowałam, ale nie potrafiłam go nawet przytulić. Rzuciłam pracę we Włoszech, bo byłam sama. Przyjechałam po to, żeby o sobie przypomnieć i milczeniem powiedzieć: ''Patrzcie na mnie! Tutaj jestem!'', ale nikt nie usłyszał jak wołam. A krzyczałam głośno. Tułałam się po hotelach, naćpana jadłam jednego batonika dziennie i piłam herbatę w barze mlecznym. Nikt nie powiedział mi, że może choć w jakiejś części mi wybaczy to, co zrobiłam, wyciągnie do mnie rękę i powie, że jednak nie jestem beznadziejna i że zaświeci dla mnie jakieś malutkie światełko, które pomoże mi  w odnalezieniu siebie. Może gdyby tak się stało, byłabym skłonna przyjść, rozpłakać się i powiedzieć to głupie ''Przepraszam''.
Milczeli obydwoje wsłuchując się w szum płynącej wody. Po dłuższej chwili, nie wytrzymała i poinformowała ojca o swoich zamiarach na najbliższe dni.
- Zamierzam porozmawiać z Andrzejem i namówić go na powrót do Alicji.
- Nie chcę nic radzić. To nie jest dla mnie łatwe. Mam dwie córki i muszę stanąć pomiędzy nimi. Mogę ci tylko powiedzieć, że Alicja nie miała podstaw, żeby cię wyzywać. Nie tym razem. Poza tym, dla mnie nie jesteś ćpunką.
- Dziękuję. - odrzekła po dłuższym namyśle i z lekkim uśmiechem na ustach położyła głowę na ramieniu ojca.
- Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz.


Czy zastanawiał się pan kiedyś, jak silnie związani jesteśmy z przeszłością? Niekoniecznie naszą. Zresztą cóż to jest nasza przeszłość? Gdzie są jej granice? To jest coś w rodzaju bliżej nieokreślonej tęsknoty, tylko za czym? Przeszłość to tylko nasza wyobraźnia, a wyobraźnia potrzebuje tęsknoty, wręcz karmi się tęsknotą. 

Siedząc w samochodzie ojca i czekając na to, aż deszcz przestanie choć minimalnie mniej padać, odczytała wiadomość. Ku jej zdziwieniu, młodsza siostra poprosiła ją o spotkanie. Dla bezpieczeństwa zaproponowała, że przyjedzie na plac zamkowy, gdzie Alicja zadeklarowała się czekać. Niepewne zbliżyła się do siostry i ze złością, bo tylko tak wypowiedziane słowa mogły przejść jej przez gardło, zapytała:
- Czego chcesz?
- Przemyślałam to, co się stało. Czasu nie odwrócę, części pieniędzy nie odzyskam.
- Ciekawe. - odrzekła z kpiną. - Tylko to mi chciałaś powiedzieć?
- Przepraszam cie, Monika. To nie była twoja wina. Kiedy wróciłaś, nie wiedziałaś, że jesteśmy parą. Nie mogę cię posądzać o to, że rozwaliłaś moje małżeństwo.
- Super, dobrze, że pomyślałaś o tym dopiero wtedy, kiedy wszyscy dowiedzieli się o mojej przygodzie z narkotykami, a mama jest wściekła na tatę, bo o niczym jej nie powiedział.
- I z tym jest mi najgorzej.
- Skończyłaś? - zapytała ponownie podniesionym tonem.
- Rozmawiałam z nim. Długo. I powiedział mi, że i tak czy siak nie zostalibyśmy małżeństwem.
- Przykro mi bardzo.
- A wiesz dlaczego? Bo nadal cię kocha. I goń szybko do niego, bo wyjeżdża. Dostał propozycję pracy w Bełchatowie, którą przyjął. No już! Od początku był twój. Nic się nie zmieniło.

Stanęła w miejscu i powoli analizowała słowa Alicji. Kolejny raz bezradnie wpatrywała się w chodnik.
- Alka, po co ty to robisz? Po co namawiasz mnie, żebym teraz do niego poszła?
- Bo go nigdy nie kochałam, Monika. - odrzekła ze smutkiem w głosie. - Ja po prostu chciałam być lepsza od ciebie.
- Ty szmato! - krzyknęła w stronę młodszej siostry i złapała się za włosy, jakby chciała je wszystkie wyrwać. - To wszystko jest jakieś chore! On był z tobą, bo chciał zapomnieć o mnie, a ty byłaś z nim po to, żeby mi dorównać?! Kurwa, nie do wiary!
-Nie mam zamiaru cię uciszać. Mam za swoje.
- Wspaniale, ale problem w tym, że ja ci w nic nie wierzę. Bo jaką mogę mieć pewność, że kiedy przyjadę do Andrzeja, nie wyśmieje mnie i nie wyrzuci za drzwi? A może popuka mi w czoło, bo wyssałam sobie z palca tą jego niby przeprowadzkę do Bełchatowa.
- Monika, do cholery! Jedź tam!
- Nie  wierzę, Alka, że ci tak zależy. Bo niby po co miałabyś to robić?
- Bo wystarczająco pomieszałam ci w życiu.

Po tych słowach odwróciła się i wróciła na parking, gdzie w tajemnicy przed Alicją czekał na nią ojciec.
- Wiesz co? - zaczęła. - Może i byłam tą ćpunką, tą skończoną modelką od siedmiu boleści, która upijała się do nieprzytomności, bo była zrozpaczona, ale nigdy w życiu nie byłabym z kimś kogo nie kocham, żeby być lepszą od innych. Nigdy.
- Co się stało? - zapytał wyraźnie zażenowany tym, co przed chwilą usłyszał.
- Bóg chyba nad nim czuwał, że nie pozwolił mu się z nią związać. A z resztą ... Musisz mnie zawieźć do Andrzeja. Najlepiej teraz. Najlepiej jak najszybciej.
- Mam coś powiedzieć matce?
- Wszystko mi jedno. I tak nie wybaczy mi tego, że niby splamiłam rodzinny honor. - wypowiadając ostatnie słowa zrobiła palcami charakterystyczny cudzysłów.
- Ale właściwie to jak ci się wytłumaczyła?
- Chciała być lepsza ode mnie. Po prostu. Nie moja wina, że ciągle szukała kogoś na siłę zamiast poczekać na prawdziwą miłość, tak jak ja zaczekałam na Andrzeja, na tym durnym meczu, żeby dostać autograf. Nie moja wina, że kiedy chciałam ją wziąć na casting do agencji w Warszawie, bo wychodziła nieźle na zdjęciach, nie przyszła na czas, a właściwie wcale, bo wizyta u kosmetyczki za wasze pieniądze była ważniejsza.

Bartoszewski milczał, co doprowadziło Monikę do szału, choć z jednej strony było dobre, bo pozwoliło jej się skupić w stu procentach na tym, co miała zrobić. Jechała na ryzyko. Bała się świadomości tego, że kolejny raz zostanie upokorzona, a nawet odrzucona, ale działo się to już nie raz, więc co tam ból i pogłębienie depresji?  W końcu nie wytrzymała drażniącego napięcia.

- Ale cóż. To nie za nią teoretycznie się wstydziłeś, tylko za mnie. Nawet w sobotę.
Bez słowa dojechała pod dom Andrzeja i opuściła auto taty. Bez względu na grzmoty i ulewę stała pod domofonem i przemoknięta do suchej nitki naciskała przycisk. Bezskutecznie. Andrzej nie podnosił słuchawki. Już miała odchodzić, ale ostatecznie poprosiła sąsiada o otwarcie drzwi tłumacząc, że Wrona ma zepsuty przycisk od otwierania drzwi. Wbiegła na górę i bez zawahania przekroczyła próg potykając się o walizki. Stanęli od siebie w odległości jakiś kilkunastu centymetrów. Nie mówili nic. W końcu krępują ciszę przerwał Andrzej.
- Jutro w południe wyjeżdżam do Bełchatowa.
- Wiem, rozmawiałam z Alką. Przepraszam cię Andrzej. Przepraszam, że nawet nieświadomie popycham ludzi do tego, czego nie powinni robić. Ona nie powinna być z tobą aby mi dorównać, a ty nie powinieneś wypełniać nią pustki, która ci po mnie pozostała.
- Idź.
- Nie dziwie ci się, że mnie wyrzucasz. Powinieneś to zrobić zaraz po tym, jak przyszłam pierwszy raz.
- Idź się spakuj, bo o 12 się wyprowadzamy.
Doznała szoku. A w momencie gdy poczuła na swoim obojczyku jego ciepło jej oddech przyśpieszył. Złapała za guzik od jego spodni przypadkowo je rozpinając co spowodowało, że już po chwili poczuła jego dłonie na pośladkach. Jej ciało przeszedł dreszcz podniecenia. Chciała więcej. Łącząc się z Andrzejem w namiętnym pocałunku  zdjęła z niego ubrania i pozostawiła tylko w bokserkach,
- Ja nie wiem, czy my możemy. Dopiero co pozbyłeś się narzeczonej.
- Mam nadzieję, że od tego momentu szybko pojmiesz to, że teraz ja tu rządzę. Nie będzie narkotyków, alkoholu, zwątpienia w siebie i konfliktu z całym otoczeniem. Będzie Monika, normalna dziewczyna, z którą kiedyś tworzyłem udaną parę.
- Ale...
- Nie ma żadnego ale! 
Nie dokończyła. A właściwie to on nie pozwolił jej dokończyć, popychając jej wątłe ciało na sofę.