wtorek, 9 września 2014

#otto

Dziś jest piękny dzień, by stan w którym nie możesz spojrzeć komuś w oczy, w inny stan przeistoczyć 


Siedziała na skarpie, skąd rozpościerał się widok na rzekę i zachodzące słońce. Pomimo mokrej od burzy trawy, postanowiła przyjechać tu i porozmawiać z kimś, kto już od jakiegoś czasu stał się dla niej tak bliski, jak być powinien.
- To nie jest twoja wina.
- Jest. Pojawiłam się w nieodpowiednim miejscu, w nieodpowiednim czasie i w nieodpowiednim momencie życia Andrzeja. Widocznie coś mu wróciło, skoro podjął taką decyzję.
- Co masz na myśli? - ojciec patrzył  na nią pytająco.
- Kiedy zaczął mówić przysięgę, popatrzył na mnie jakby z wyrzutem. Właściwie to nie wiem co kryło się w jego spojrzeniu. Nigdy tak na mnie nie spojrzał. To było coś dziwnego. Coś w stylu ''to przez Ciebie'' albo ''bez ciebie nie potrafię z inną, widzisz co narobiłaś?''.
- Nawet jeżeli tak popatrzył, to przecież nie dlatego, że mu kazałaś zostawić Alkę przed ołtarzem, bo tego nie zrobiłaś. Przyjechałaś do Polski i nie wiedziałaś, że są zaręczeni. W sumie to my sami z mamą dowiedzieliśmy się chwile przed tobą. A przed ślubem usunęłaś się w cień, chodziłaś na terapię.
- Tyle, że mama jest teraz na mnie wściekła.
- Bo jest zapatrzona w Alicje.
- A ty? Ty przecież też.
- Owszem. Ale ja mam dwie córki i jeszcze dodatkowo syna.
- Nie wiem, co robić, tato.
- W końcu sprawa ucichnie, Ala się ogarnie, Andrzej  ujawni to, o co mu chodziło, a mama się ze wszystkim pogodzi.
- Nie jesteś zły, że tak zrobił? Że upokorzył twoją córkę przed wszystkimi?
- Szczerze? Nie. Byłbym zły, gdyby został jej mężem i za miesiąc dawałby jej powody do rozwodu. W sumie to zdecydował się w ostatnim momencie, ale lepiej późno niż wcale. Lepiej, że ją zranił teraz. Zrobił tak, jak podpowiadało mu serce.
- Wiesz co jest w tym wszystkim najgorsze? Że teraz nie odzyskam go już wcale. Już nigdy. Alicja nie da mi żyć, będzie węszyć podstęp i zrobi wszystko, żebym nie zbliżyła się do Andrzeja. A ja sama chyba nie chcę z nią rozmawiać.
- Fakt, poniosło ją.
- Nazwała mnie ćpunką. Ale nigdy nie zapytała, dlaczego brałam narkotyki. Nikt o to nie zapytał.
- Więc dlaczego?
- Bo czułam się niepotrzebna, niekochana, niechciana, odrzucona, znienawidzona. Nic nie miało sensu. Rzuciłam Bartka, bo go nie kochałam. Próbowałam, ale nie potrafiłam go nawet przytulić. Rzuciłam pracę we Włoszech, bo byłam sama. Przyjechałam po to, żeby o sobie przypomnieć i milczeniem powiedzieć: ''Patrzcie na mnie! Tutaj jestem!'', ale nikt nie usłyszał jak wołam. A krzyczałam głośno. Tułałam się po hotelach, naćpana jadłam jednego batonika dziennie i piłam herbatę w barze mlecznym. Nikt nie powiedział mi, że może choć w jakiejś części mi wybaczy to, co zrobiłam, wyciągnie do mnie rękę i powie, że jednak nie jestem beznadziejna i że zaświeci dla mnie jakieś malutkie światełko, które pomoże mi  w odnalezieniu siebie. Może gdyby tak się stało, byłabym skłonna przyjść, rozpłakać się i powiedzieć to głupie ''Przepraszam''.
Milczeli obydwoje wsłuchując się w szum płynącej wody. Po dłuższej chwili, nie wytrzymała i poinformowała ojca o swoich zamiarach na najbliższe dni.
- Zamierzam porozmawiać z Andrzejem i namówić go na powrót do Alicji.
- Nie chcę nic radzić. To nie jest dla mnie łatwe. Mam dwie córki i muszę stanąć pomiędzy nimi. Mogę ci tylko powiedzieć, że Alicja nie miała podstaw, żeby cię wyzywać. Nie tym razem. Poza tym, dla mnie nie jesteś ćpunką.
- Dziękuję. - odrzekła po dłuższym namyśle i z lekkim uśmiechem na ustach położyła głowę na ramieniu ojca.
- Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz.


Czy zastanawiał się pan kiedyś, jak silnie związani jesteśmy z przeszłością? Niekoniecznie naszą. Zresztą cóż to jest nasza przeszłość? Gdzie są jej granice? To jest coś w rodzaju bliżej nieokreślonej tęsknoty, tylko za czym? Przeszłość to tylko nasza wyobraźnia, a wyobraźnia potrzebuje tęsknoty, wręcz karmi się tęsknotą. 

Siedząc w samochodzie ojca i czekając na to, aż deszcz przestanie choć minimalnie mniej padać, odczytała wiadomość. Ku jej zdziwieniu, młodsza siostra poprosiła ją o spotkanie. Dla bezpieczeństwa zaproponowała, że przyjedzie na plac zamkowy, gdzie Alicja zadeklarowała się czekać. Niepewne zbliżyła się do siostry i ze złością, bo tylko tak wypowiedziane słowa mogły przejść jej przez gardło, zapytała:
- Czego chcesz?
- Przemyślałam to, co się stało. Czasu nie odwrócę, części pieniędzy nie odzyskam.
- Ciekawe. - odrzekła z kpiną. - Tylko to mi chciałaś powiedzieć?
- Przepraszam cie, Monika. To nie była twoja wina. Kiedy wróciłaś, nie wiedziałaś, że jesteśmy parą. Nie mogę cię posądzać o to, że rozwaliłaś moje małżeństwo.
- Super, dobrze, że pomyślałaś o tym dopiero wtedy, kiedy wszyscy dowiedzieli się o mojej przygodzie z narkotykami, a mama jest wściekła na tatę, bo o niczym jej nie powiedział.
- I z tym jest mi najgorzej.
- Skończyłaś? - zapytała ponownie podniesionym tonem.
- Rozmawiałam z nim. Długo. I powiedział mi, że i tak czy siak nie zostalibyśmy małżeństwem.
- Przykro mi bardzo.
- A wiesz dlaczego? Bo nadal cię kocha. I goń szybko do niego, bo wyjeżdża. Dostał propozycję pracy w Bełchatowie, którą przyjął. No już! Od początku był twój. Nic się nie zmieniło.

Stanęła w miejscu i powoli analizowała słowa Alicji. Kolejny raz bezradnie wpatrywała się w chodnik.
- Alka, po co ty to robisz? Po co namawiasz mnie, żebym teraz do niego poszła?
- Bo go nigdy nie kochałam, Monika. - odrzekła ze smutkiem w głosie. - Ja po prostu chciałam być lepsza od ciebie.
- Ty szmato! - krzyknęła w stronę młodszej siostry i złapała się za włosy, jakby chciała je wszystkie wyrwać. - To wszystko jest jakieś chore! On był z tobą, bo chciał zapomnieć o mnie, a ty byłaś z nim po to, żeby mi dorównać?! Kurwa, nie do wiary!
-Nie mam zamiaru cię uciszać. Mam za swoje.
- Wspaniale, ale problem w tym, że ja ci w nic nie wierzę. Bo jaką mogę mieć pewność, że kiedy przyjadę do Andrzeja, nie wyśmieje mnie i nie wyrzuci za drzwi? A może popuka mi w czoło, bo wyssałam sobie z palca tą jego niby przeprowadzkę do Bełchatowa.
- Monika, do cholery! Jedź tam!
- Nie  wierzę, Alka, że ci tak zależy. Bo niby po co miałabyś to robić?
- Bo wystarczająco pomieszałam ci w życiu.

Po tych słowach odwróciła się i wróciła na parking, gdzie w tajemnicy przed Alicją czekał na nią ojciec.
- Wiesz co? - zaczęła. - Może i byłam tą ćpunką, tą skończoną modelką od siedmiu boleści, która upijała się do nieprzytomności, bo była zrozpaczona, ale nigdy w życiu nie byłabym z kimś kogo nie kocham, żeby być lepszą od innych. Nigdy.
- Co się stało? - zapytał wyraźnie zażenowany tym, co przed chwilą usłyszał.
- Bóg chyba nad nim czuwał, że nie pozwolił mu się z nią związać. A z resztą ... Musisz mnie zawieźć do Andrzeja. Najlepiej teraz. Najlepiej jak najszybciej.
- Mam coś powiedzieć matce?
- Wszystko mi jedno. I tak nie wybaczy mi tego, że niby splamiłam rodzinny honor. - wypowiadając ostatnie słowa zrobiła palcami charakterystyczny cudzysłów.
- Ale właściwie to jak ci się wytłumaczyła?
- Chciała być lepsza ode mnie. Po prostu. Nie moja wina, że ciągle szukała kogoś na siłę zamiast poczekać na prawdziwą miłość, tak jak ja zaczekałam na Andrzeja, na tym durnym meczu, żeby dostać autograf. Nie moja wina, że kiedy chciałam ją wziąć na casting do agencji w Warszawie, bo wychodziła nieźle na zdjęciach, nie przyszła na czas, a właściwie wcale, bo wizyta u kosmetyczki za wasze pieniądze była ważniejsza.

Bartoszewski milczał, co doprowadziło Monikę do szału, choć z jednej strony było dobre, bo pozwoliło jej się skupić w stu procentach na tym, co miała zrobić. Jechała na ryzyko. Bała się świadomości tego, że kolejny raz zostanie upokorzona, a nawet odrzucona, ale działo się to już nie raz, więc co tam ból i pogłębienie depresji?  W końcu nie wytrzymała drażniącego napięcia.

- Ale cóż. To nie za nią teoretycznie się wstydziłeś, tylko za mnie. Nawet w sobotę.
Bez słowa dojechała pod dom Andrzeja i opuściła auto taty. Bez względu na grzmoty i ulewę stała pod domofonem i przemoknięta do suchej nitki naciskała przycisk. Bezskutecznie. Andrzej nie podnosił słuchawki. Już miała odchodzić, ale ostatecznie poprosiła sąsiada o otwarcie drzwi tłumacząc, że Wrona ma zepsuty przycisk od otwierania drzwi. Wbiegła na górę i bez zawahania przekroczyła próg potykając się o walizki. Stanęli od siebie w odległości jakiś kilkunastu centymetrów. Nie mówili nic. W końcu krępują ciszę przerwał Andrzej.
- Jutro w południe wyjeżdżam do Bełchatowa.
- Wiem, rozmawiałam z Alką. Przepraszam cię Andrzej. Przepraszam, że nawet nieświadomie popycham ludzi do tego, czego nie powinni robić. Ona nie powinna być z tobą aby mi dorównać, a ty nie powinieneś wypełniać nią pustki, która ci po mnie pozostała.
- Idź.
- Nie dziwie ci się, że mnie wyrzucasz. Powinieneś to zrobić zaraz po tym, jak przyszłam pierwszy raz.
- Idź się spakuj, bo o 12 się wyprowadzamy.
Doznała szoku. A w momencie gdy poczuła na swoim obojczyku jego ciepło jej oddech przyśpieszył. Złapała za guzik od jego spodni przypadkowo je rozpinając co spowodowało, że już po chwili poczuła jego dłonie na pośladkach. Jej ciało przeszedł dreszcz podniecenia. Chciała więcej. Łącząc się z Andrzejem w namiętnym pocałunku  zdjęła z niego ubrania i pozostawiła tylko w bokserkach,
- Ja nie wiem, czy my możemy. Dopiero co pozbyłeś się narzeczonej.
- Mam nadzieję, że od tego momentu szybko pojmiesz to, że teraz ja tu rządzę. Nie będzie narkotyków, alkoholu, zwątpienia w siebie i konfliktu z całym otoczeniem. Będzie Monika, normalna dziewczyna, z którą kiedyś tworzyłem udaną parę.
- Ale...
- Nie ma żadnego ale! 
Nie dokończyła. A właściwie to on nie pozwolił jej dokończyć, popychając jej wątłe ciało na sofę. 

4 komentarze:

  1. OLCIA, MASZ ODE MNIE CZEKOLADĘ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ci pozwolę... a nie wiem, co ci pozwolę. Uwielbiam twoje pomysły, bo naprawdę nie spodziewałam się, że Andrzej się już z Moniką spiknie. Cała rodzina Moniki jest jakaś popierniczona. To chyba cecha przynależna. Tylko nie kończ za szybko, bo co ja będę czytać?

      Usuń
  2. A ja ci nawet pozwole poczochrać koteła. Jak słodko.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta jej rodzina to naprawdę jakaś nienormalna, szczególnie siostra. Jak można chcieć wyjść za kogoś za mąż bez miłości, tylko po to by dorównać komuś innemu? Nie rozumiem. I cieszę się, że Andrzej zakończył tę farsę zanim było już po jabłkach, bo mieliby niezły problem. A tak, Wrona może spokojnie znów spróbować z Moniką. I mam nadzieję, że im się uda.

    OdpowiedzUsuń