piątek, 26 września 2014

info

http://zadnych-granic.blogspot.com/



pomysł jest, ale kiedy się coś pojawi to sama nie wiem. łapcie bohaterów. 

sobota, 20 września 2014

#nove

Obudziłam się zasapana i spocona. Wypchałam Młodą z łazienki cmokając i mówiąc '' też Cie kocham!''. Ubrałam pierwsze lepsze spodnie, bluzkę, złapałam w dłoń torebkę i pocałowałam tatę w policzek na pożegnanie. Po trzydziestu minutach tkwienia w tłocznym autobusie pojawiłam się przy drzwiach Andrzeja, które otworzyłam bez zastanowienia i wbiegłam do sypialni.
- Kochanie przepraszam! Przepraszam, że miałam takie fochy! Przepraszam cię!
- Moniczka, ale przecież wszystko w porządku!
- Ale obiecasz mi, że nie będziesz brał ślubu z Alką? Nigdy w życiu?!
- O czym ty mówisz? Z Alką?!
- zaśmiał się i położył mi na czole dłoń, w celu sprawdzenia, czy aby na pewno nie mam gorączki.
- Andrzej, ty nie uwierzysz jaki ja miałam sen! - zerwałam się z łóżka siadając niemal idealnie wyprostowana. 

- Zamieniam się w słuch.
- Śniło mi się, że byłam bohaterką opowiadania. Że ktoś o mnie napisał.
- Hahaha, no nie, to już jakaś paranoja, Misia.
- Cicho! Nie przerywaj! Śniło mi się, że obudziłam się w pokoju Bartka, dokładnie w tym, gdzie nas kiedyś przenocował jak pojechaliśmy na wakacje do Włoch. I wiesz co?! Obudziłam się obok niego. Był moim chłopakiem, z którym byłam z przymusu, bo zostawiłam wszystko łącznie z tobą i wyjechałam tam do agencji. 

- No to podoba mi się coraz mniej.
- Któregoś dnia poszłam na sesję i spotkałam się z jakąś dziewczyną. W tym opowiadaniu ją znałam. Pracowała razem ze mną. Zastałam ją jak ćpała w toalecie. Dała mi woreczek z kokainą. Wzięłam go, ale nie otworzyłam. W pewnym momencie, kiedy obydwoje z Bartkiem przyjechaliśmy do Polski, przyłapałam go na zdradzie. Rozstaliśmy się ku mojemu zadowoleniu. Dodatkowo po mnie nie przyjechał i całą noc przed tym wydarzeniem spędziłam na dworcu. Postanowiłam też pomimo wstydu iść do rodziców i spróbować przeprosić ich za to, co zrobiłam. Przyjęli mnie, ale milczałam. Nie powiedziałam nic. I wtedy pojawiłeś się ty i Alka. Jako para. Następnie dowiedziałam się, że bierzecie ślub, zaczęłam ćpać i poszłam do ciebie po pocztę, bo okazało się, że zwolnili mnie z włoskiej agencji drogą pisemną. Zrobiłam ci awanturę. A kiedy zacząłeś się domyślać, po prostu wyszłam. Następnie znalazłeś mnie naćpaną na środku ulicy. Miałam przez kokainę zapalenie mięśnia sercowego, leżałam dwa tygodnie w szpitalu, ale mnie nie odwiedziłeś. Pogodziłam się za to  z ojcem, a ten załatwił mi terapię.
- Jakieś totalne szaleństwo!
- wykrzyczał niedowierzając.
- Po pobycie w szpitalu poszłam do ciebie aby ci podziękować. Zostałam też zaproszona na wieczór panieński Alki. Za parę dni spotkałam Karola, który mi powiedział, że ty swój kawalerski odwołałeś. Zawiózł mnie do ciebie. Powiedziałeś, że musisz pobyć te kilka dni przed ślubem bez Alki. I stojąc już przy ołtarzu popatrzyłeś na mnie i ją rzuciłeś. Powiedziałeś, że jej nie kochasz, a ta kretynka pobił mnie bukietem i wykrzyczała przy wszystkich, że jestem ćpunką i że gdybym się nie pojawiła w Polsce, to nie byłoby problemów. Po wszystkim rozmawiałam z ojcem, pocieszał mnie. Rozmawiałam też z Alką, która kazała mi szybko do ciebie jechać bo miałeś wyjechać do Bełchatowa. Więc do ciebie pojechałam i już tam zostałam. Wtedy właśnie się obudziłam. Podsumowując, zgadza się tylko to, że zmieniasz klub.

Wrona tarzał się po łóżku.
 - O tego Kurka, to poczułem się zazdrosny. - zaśmiał się i pocałował ją w czoło.
- To wcale nie jest zabawne. W tym śnie, ktoś, kto był narratorem znał wszystkie moje uczucia i obawy.
- Wszechwiedzący. - wybuchnął jeszcze większym śmiechem. - Kładź się. Jest godzina ósma rano,w dodatku sobota. 

Poczułam, że wszystko jest na swoim miejscu.


*FINE*


Trwa bardzo ważny rok w moim życiu. Wiele rzeczy zrealizowałam, wiele rzeczy odpuściłam, wiele razy się na czymś lub na kimś zawiodłam. A to dopiero wrzesień! Za równe 12 miesięcy wyprowadzę (wyprowadzimy?) się na dobre z Podkarpacia i muszę zająć się realizacją tego planu. A plan ten ma dwie opcje, a właściwie dwa miasta. Dlatego biorę się za siebie  i za wszystko to, co powinnam zamknąć lub ułożyć. Tak. Myślę, że to dobry czas na przemyślenia, co dalej. Życzę wam wszystkim miłej soboty, radości z medalu, jaki na pewno będzie miała POLSKA CUDOWNA NAJLEPSZA NA ŚWIECIE REPREZENTACJA, a przede wszystkim motywacji do pisania tak wspaniałych opowiadań, jakie piszecie. Tych, które mam przyjemność czytać. Będę to czynić nadal. A jeżeli stworzę kolejną, własną historię, nie zabijajcie mnie za częstotliwość dodawania rozdziałów. Jednak w  najbliższym czasie, chyba się na to nie zanosi. W razie czego, będę informować TUTAJ. Kończąc, ten blog był dla mnie czymś innym. Czymś nowym, w innej narracji, z nieco innymi charaternie bohaterami. Było, w moim odczuciu, nieźle.

A więc - do zobaczenia ! <3

wtorek, 9 września 2014

#otto

Dziś jest piękny dzień, by stan w którym nie możesz spojrzeć komuś w oczy, w inny stan przeistoczyć 


Siedziała na skarpie, skąd rozpościerał się widok na rzekę i zachodzące słońce. Pomimo mokrej od burzy trawy, postanowiła przyjechać tu i porozmawiać z kimś, kto już od jakiegoś czasu stał się dla niej tak bliski, jak być powinien.
- To nie jest twoja wina.
- Jest. Pojawiłam się w nieodpowiednim miejscu, w nieodpowiednim czasie i w nieodpowiednim momencie życia Andrzeja. Widocznie coś mu wróciło, skoro podjął taką decyzję.
- Co masz na myśli? - ojciec patrzył  na nią pytająco.
- Kiedy zaczął mówić przysięgę, popatrzył na mnie jakby z wyrzutem. Właściwie to nie wiem co kryło się w jego spojrzeniu. Nigdy tak na mnie nie spojrzał. To było coś dziwnego. Coś w stylu ''to przez Ciebie'' albo ''bez ciebie nie potrafię z inną, widzisz co narobiłaś?''.
- Nawet jeżeli tak popatrzył, to przecież nie dlatego, że mu kazałaś zostawić Alkę przed ołtarzem, bo tego nie zrobiłaś. Przyjechałaś do Polski i nie wiedziałaś, że są zaręczeni. W sumie to my sami z mamą dowiedzieliśmy się chwile przed tobą. A przed ślubem usunęłaś się w cień, chodziłaś na terapię.
- Tyle, że mama jest teraz na mnie wściekła.
- Bo jest zapatrzona w Alicje.
- A ty? Ty przecież też.
- Owszem. Ale ja mam dwie córki i jeszcze dodatkowo syna.
- Nie wiem, co robić, tato.
- W końcu sprawa ucichnie, Ala się ogarnie, Andrzej  ujawni to, o co mu chodziło, a mama się ze wszystkim pogodzi.
- Nie jesteś zły, że tak zrobił? Że upokorzył twoją córkę przed wszystkimi?
- Szczerze? Nie. Byłbym zły, gdyby został jej mężem i za miesiąc dawałby jej powody do rozwodu. W sumie to zdecydował się w ostatnim momencie, ale lepiej późno niż wcale. Lepiej, że ją zranił teraz. Zrobił tak, jak podpowiadało mu serce.
- Wiesz co jest w tym wszystkim najgorsze? Że teraz nie odzyskam go już wcale. Już nigdy. Alicja nie da mi żyć, będzie węszyć podstęp i zrobi wszystko, żebym nie zbliżyła się do Andrzeja. A ja sama chyba nie chcę z nią rozmawiać.
- Fakt, poniosło ją.
- Nazwała mnie ćpunką. Ale nigdy nie zapytała, dlaczego brałam narkotyki. Nikt o to nie zapytał.
- Więc dlaczego?
- Bo czułam się niepotrzebna, niekochana, niechciana, odrzucona, znienawidzona. Nic nie miało sensu. Rzuciłam Bartka, bo go nie kochałam. Próbowałam, ale nie potrafiłam go nawet przytulić. Rzuciłam pracę we Włoszech, bo byłam sama. Przyjechałam po to, żeby o sobie przypomnieć i milczeniem powiedzieć: ''Patrzcie na mnie! Tutaj jestem!'', ale nikt nie usłyszał jak wołam. A krzyczałam głośno. Tułałam się po hotelach, naćpana jadłam jednego batonika dziennie i piłam herbatę w barze mlecznym. Nikt nie powiedział mi, że może choć w jakiejś części mi wybaczy to, co zrobiłam, wyciągnie do mnie rękę i powie, że jednak nie jestem beznadziejna i że zaświeci dla mnie jakieś malutkie światełko, które pomoże mi  w odnalezieniu siebie. Może gdyby tak się stało, byłabym skłonna przyjść, rozpłakać się i powiedzieć to głupie ''Przepraszam''.
Milczeli obydwoje wsłuchując się w szum płynącej wody. Po dłuższej chwili, nie wytrzymała i poinformowała ojca o swoich zamiarach na najbliższe dni.
- Zamierzam porozmawiać z Andrzejem i namówić go na powrót do Alicji.
- Nie chcę nic radzić. To nie jest dla mnie łatwe. Mam dwie córki i muszę stanąć pomiędzy nimi. Mogę ci tylko powiedzieć, że Alicja nie miała podstaw, żeby cię wyzywać. Nie tym razem. Poza tym, dla mnie nie jesteś ćpunką.
- Dziękuję. - odrzekła po dłuższym namyśle i z lekkim uśmiechem na ustach położyła głowę na ramieniu ojca.
- Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz.


Czy zastanawiał się pan kiedyś, jak silnie związani jesteśmy z przeszłością? Niekoniecznie naszą. Zresztą cóż to jest nasza przeszłość? Gdzie są jej granice? To jest coś w rodzaju bliżej nieokreślonej tęsknoty, tylko za czym? Przeszłość to tylko nasza wyobraźnia, a wyobraźnia potrzebuje tęsknoty, wręcz karmi się tęsknotą. 

Siedząc w samochodzie ojca i czekając na to, aż deszcz przestanie choć minimalnie mniej padać, odczytała wiadomość. Ku jej zdziwieniu, młodsza siostra poprosiła ją o spotkanie. Dla bezpieczeństwa zaproponowała, że przyjedzie na plac zamkowy, gdzie Alicja zadeklarowała się czekać. Niepewne zbliżyła się do siostry i ze złością, bo tylko tak wypowiedziane słowa mogły przejść jej przez gardło, zapytała:
- Czego chcesz?
- Przemyślałam to, co się stało. Czasu nie odwrócę, części pieniędzy nie odzyskam.
- Ciekawe. - odrzekła z kpiną. - Tylko to mi chciałaś powiedzieć?
- Przepraszam cie, Monika. To nie była twoja wina. Kiedy wróciłaś, nie wiedziałaś, że jesteśmy parą. Nie mogę cię posądzać o to, że rozwaliłaś moje małżeństwo.
- Super, dobrze, że pomyślałaś o tym dopiero wtedy, kiedy wszyscy dowiedzieli się o mojej przygodzie z narkotykami, a mama jest wściekła na tatę, bo o niczym jej nie powiedział.
- I z tym jest mi najgorzej.
- Skończyłaś? - zapytała ponownie podniesionym tonem.
- Rozmawiałam z nim. Długo. I powiedział mi, że i tak czy siak nie zostalibyśmy małżeństwem.
- Przykro mi bardzo.
- A wiesz dlaczego? Bo nadal cię kocha. I goń szybko do niego, bo wyjeżdża. Dostał propozycję pracy w Bełchatowie, którą przyjął. No już! Od początku był twój. Nic się nie zmieniło.

Stanęła w miejscu i powoli analizowała słowa Alicji. Kolejny raz bezradnie wpatrywała się w chodnik.
- Alka, po co ty to robisz? Po co namawiasz mnie, żebym teraz do niego poszła?
- Bo go nigdy nie kochałam, Monika. - odrzekła ze smutkiem w głosie. - Ja po prostu chciałam być lepsza od ciebie.
- Ty szmato! - krzyknęła w stronę młodszej siostry i złapała się za włosy, jakby chciała je wszystkie wyrwać. - To wszystko jest jakieś chore! On był z tobą, bo chciał zapomnieć o mnie, a ty byłaś z nim po to, żeby mi dorównać?! Kurwa, nie do wiary!
-Nie mam zamiaru cię uciszać. Mam za swoje.
- Wspaniale, ale problem w tym, że ja ci w nic nie wierzę. Bo jaką mogę mieć pewność, że kiedy przyjadę do Andrzeja, nie wyśmieje mnie i nie wyrzuci za drzwi? A może popuka mi w czoło, bo wyssałam sobie z palca tą jego niby przeprowadzkę do Bełchatowa.
- Monika, do cholery! Jedź tam!
- Nie  wierzę, Alka, że ci tak zależy. Bo niby po co miałabyś to robić?
- Bo wystarczająco pomieszałam ci w życiu.

Po tych słowach odwróciła się i wróciła na parking, gdzie w tajemnicy przed Alicją czekał na nią ojciec.
- Wiesz co? - zaczęła. - Może i byłam tą ćpunką, tą skończoną modelką od siedmiu boleści, która upijała się do nieprzytomności, bo była zrozpaczona, ale nigdy w życiu nie byłabym z kimś kogo nie kocham, żeby być lepszą od innych. Nigdy.
- Co się stało? - zapytał wyraźnie zażenowany tym, co przed chwilą usłyszał.
- Bóg chyba nad nim czuwał, że nie pozwolił mu się z nią związać. A z resztą ... Musisz mnie zawieźć do Andrzeja. Najlepiej teraz. Najlepiej jak najszybciej.
- Mam coś powiedzieć matce?
- Wszystko mi jedno. I tak nie wybaczy mi tego, że niby splamiłam rodzinny honor. - wypowiadając ostatnie słowa zrobiła palcami charakterystyczny cudzysłów.
- Ale właściwie to jak ci się wytłumaczyła?
- Chciała być lepsza ode mnie. Po prostu. Nie moja wina, że ciągle szukała kogoś na siłę zamiast poczekać na prawdziwą miłość, tak jak ja zaczekałam na Andrzeja, na tym durnym meczu, żeby dostać autograf. Nie moja wina, że kiedy chciałam ją wziąć na casting do agencji w Warszawie, bo wychodziła nieźle na zdjęciach, nie przyszła na czas, a właściwie wcale, bo wizyta u kosmetyczki za wasze pieniądze była ważniejsza.

Bartoszewski milczał, co doprowadziło Monikę do szału, choć z jednej strony było dobre, bo pozwoliło jej się skupić w stu procentach na tym, co miała zrobić. Jechała na ryzyko. Bała się świadomości tego, że kolejny raz zostanie upokorzona, a nawet odrzucona, ale działo się to już nie raz, więc co tam ból i pogłębienie depresji?  W końcu nie wytrzymała drażniącego napięcia.

- Ale cóż. To nie za nią teoretycznie się wstydziłeś, tylko za mnie. Nawet w sobotę.
Bez słowa dojechała pod dom Andrzeja i opuściła auto taty. Bez względu na grzmoty i ulewę stała pod domofonem i przemoknięta do suchej nitki naciskała przycisk. Bezskutecznie. Andrzej nie podnosił słuchawki. Już miała odchodzić, ale ostatecznie poprosiła sąsiada o otwarcie drzwi tłumacząc, że Wrona ma zepsuty przycisk od otwierania drzwi. Wbiegła na górę i bez zawahania przekroczyła próg potykając się o walizki. Stanęli od siebie w odległości jakiś kilkunastu centymetrów. Nie mówili nic. W końcu krępują ciszę przerwał Andrzej.
- Jutro w południe wyjeżdżam do Bełchatowa.
- Wiem, rozmawiałam z Alką. Przepraszam cię Andrzej. Przepraszam, że nawet nieświadomie popycham ludzi do tego, czego nie powinni robić. Ona nie powinna być z tobą aby mi dorównać, a ty nie powinieneś wypełniać nią pustki, która ci po mnie pozostała.
- Idź.
- Nie dziwie ci się, że mnie wyrzucasz. Powinieneś to zrobić zaraz po tym, jak przyszłam pierwszy raz.
- Idź się spakuj, bo o 12 się wyprowadzamy.
Doznała szoku. A w momencie gdy poczuła na swoim obojczyku jego ciepło jej oddech przyśpieszył. Złapała za guzik od jego spodni przypadkowo je rozpinając co spowodowało, że już po chwili poczuła jego dłonie na pośladkach. Jej ciało przeszedł dreszcz podniecenia. Chciała więcej. Łącząc się z Andrzejem w namiętnym pocałunku  zdjęła z niego ubrania i pozostawiła tylko w bokserkach,
- Ja nie wiem, czy my możemy. Dopiero co pozbyłeś się narzeczonej.
- Mam nadzieję, że od tego momentu szybko pojmiesz to, że teraz ja tu rządzę. Nie będzie narkotyków, alkoholu, zwątpienia w siebie i konfliktu z całym otoczeniem. Będzie Monika, normalna dziewczyna, z którą kiedyś tworzyłem udaną parę.
- Ale...
- Nie ma żadnego ale! 
Nie dokończyła. A właściwie to on nie pozwolił jej dokończyć, popychając jej wątłe ciało na sofę. 

piątek, 29 sierpnia 2014

#sette

Głownie łatwo zapomnieć o błędach 
Natomiast o ludziach dużo trudniej 


Przygotowania do ślubu jej siostry przysłaniały rodzinie i znajomym cały świat.  Młoda zawsze robiła wokół siebie dużo szumu. Tak też było tym razem. Zaangażowała niemalże wszystkich znajomych, a zamiast kwiatów zażyczyła sobie wytrawne trunki. Ściągnęła do domu jedną z najbardziej cenionych warszawskich kosmetyczek i zapisała się do najdroższego fryzjera. Monika patrzyła na rozrzutność siostry, która za wszystko płaciła fortunę, bo przecież lepiej było zaangażować w przygotowania najdroższych dekoratorów i florecistów, a suknię ślubną wysadzaną kryształkami wypożyczyć z najmodniejszego salonu. Najgorsze, że na luksusy mogła pozwolić sobie tylko dzięki rodzicom, którzy nie pytając na co i po co, dawali pieniądze. I na to Monika nie mogła patrzeć, bo nie wyobrażała sobie, jak można tak wykorzystywać rodziców, dla których i tak była skarbonką bez dna, bo Młoda ciągle coś chciała, a nie potrafiła sobie na to zasłużyć, tym bardziej zapracować. W tym właśnie różniły się obydwie siostry - starsza ceniła sobie ciężką pracę i samowystarczalność, a młodsza wolała mieć wszystko podane na tacy. Mimo wszystko Monika nie wypowiadała swoich obserwacji na głos. Trzymała się z boku, zamknięta w swojej dwupokojowej kawalerce i aby nie wyglądać gorzej niż pozostali goście, a raczej goście płci żeńskiej, mierzyła świeżo kupioną sukienkę i buty. Nie chciała iść na to wesele, ale przynajmniej to chciała zrobić dla Andrzeja, któremu przecież obiecała, że się zjawi. Potraktowała to jako pewnego rodzaju odwdziękę za to, co mu zrobiła. Skoro był zadowolony i wiedział, że ona jest w sytuacji odwrotnej, chciał pochwalić się swoim szczęściem aby sprawić ból. I rzeczywiście miał do tego prawo. Zemsta zawsze ma za zadanie być słodką dla tego, kto się mści. Od ostatniej wizyty, podczas rzekomego wieczoru kawalerskiego nie widzieli się ani razu. Nie rozmawiali ze sobą przez telefon ani nie wysłali do siebie ani jednej wiadomości. Monika chciała dać Andrzejowi przede wszystkim spokój, bo potrzebował go teraz najwięcej. Nie chciała, aby przed ślubem niepotrzebnie się denerwował bądź wracał do przeszłości, która zepsuje mu humor. Tym samym oszczędziła też siostrę, na której zapewne by się wyżywał. Ta sobota miała być przecież dniem tej dwójki i za nic w świecie nie zamierzała niczego zepsuć. Zdezorientowana swoimi przemyśleniami nakryła się kocem i z gorącą herbatą w dłoniach starała się odbiec myślami od felernego weekendu.



Zrobić świństwo, które utkwi w pamięci
znacznie łatwiej, niż później po ludzku to odkręcić



Młoda dopilnowała, aby jej najbliższe koleżanki siedziały w pierwszym rzędzie a ich różowe sukienki komponowały się z krawatami przyjaciół pana młodego i bukietem jej kwiatów. Wystrój Kościoła wyglądał jak ewidentna inspiracja bajkami Disneya, a przynajmniej na taki wyglądał, bo od samego rana Monika dostała już pięć wiadomości ze zdjęciem miejsca, w którym jej siostra  zmieni stan cywilny. Wzburzenie natychmiast łagodziła trzema głębokimi wdechami i powtarzaniem sobie w myślach formułki: ''Tylko spokój może cię uratować''. Leniwie jadła śniadanie, a pakowanie prezentu zajęło jej co najmniej godzinę. Niestety czas nieubłaganie leciał i musiała zacząć się malować, kręcić włosy i ubrać sukienkę. Zdawała sobie sprawę z tego, jak wygląda. W końcu ciągle jest modelką i czego na siebie nie włoży i tak będzie wyglądać dobrze. Mimo świadomości swojej urody i jej mocnych stron nie chciała wzbudzać sensacji, chociaż przygotowała się na to, że tego nie uniknie, skoro zajmie miejsce w jednym z pierwszych rzędów, zaraz obok rodziców i młodszego brata. Zamyślona i przybita jednocześnie malowała długie rzęsy.  Miała wrażenie, że gdyby nie tabletki uspokajające, które dostała od lekarza prowadzącego jej terapię w razie, gdyby jej stan psychiczny pogarszał się, płakałaby wniebogłosy. Bo przecież za niemalże chwilę straci swoją miłość. Na szczęście jakoś się trzymała i kończąc przygotowania zadzwoniła po taksówkę. Kiedy już ujrzała swoją młodszą siostrę w białej sukni, miała mieszane uczucia, bo ciężko było jej przyznać samej sobie, że wygląda przepięknie. Delikatny makijaż i lekko skręcone, długie blond włosy dodawały jej uroku. Goście uśmiechali się od ucha do ucha. Tylko ona ledwo co unosiła kąciki swoich ust. Było to i tak wyczynem, bo w końcu za parę minut zostanie najbardziej nieszczęśliwą kobietą ze wszystkich, które zna. Aby nie skupiać się na tym, co dzieje się na ołtarzu, z uwagą inną niż wszyscy słuchała pieśni wykonywanych przed wynajęty profesjonalny chór. Kiedy Andrzej miał zacząć mówić przysięgę, mimowolnie skierowała wzrok. Nie chciała pamiętać chwili jej osobistej tragedii tak dokładnie, ale wyobrażała sobie, że zamiast siostry, stoi tam ona i tylko dzięki temu wreszcie patrzyła tam, gdzie wszyscy obecni.
- Ja, Andrzej, biorę ciebie...
W tym momencie oderwał wzrok od Alicji i wbił go w tęczówki Moniki. Patrzyli na siebie kilka sekund, po czym wziął oddech i  puścił rękę Młodej.
- Nie Ala. To nie ma sensu. 
Nastała cisza. Rodzice oniemieli, ksiądz udzielający sakramentu również. W nie mniejszym szoku była też i ona. Patrzyła na wyraz twarzy Andrzeja, który zdawał się mówić coś w stylu: ''Co za ulga.'' Jego słowa i tak najbardziej dotknęły Alicję.
- Zaraz, zaraz. Co proszę?
- Ślubu nie będzie. Nie będzie wesela, nie będzie niczego. Nie będzie nas, Alicja. Przepraszam.
- Przepraszam?! Tylko tyle?!
- Nie kocham cię.
- Tylko tę ćpunkę, tak? Kochasz ją? Ćpunkę, która leżała na ulicy, to ją kochasz prawda?
- odwróciła się w stronę zdezorientowanej Moniki, bo przecież nie wiedziała o tym, że ktoś inny oprócz Andrzeja, ojca i jeszcze jednego mężczyzny wie o tym, co wydarzyło się niedawno.
- Alka, daj jej spokój. Nie jestem gotowy po prostu na małżeństwo.
 - Ty szmato! - Młoda nie dawała za wygraną i bijąc Monikę bukietem róż po twarzy i ramionach krzyczała na cały Kościół. - Gdybyś się nie pojawiła wszystko byłoby lepsze! Przyjechałaś nam wszystkim kolejny raz zrujnować życie, bo sama jesteś w rozsypce. Zwykła ćpunka. Wielka modelka z przyćpanymi oczami! Bogaczka od siedmiu boleści! Idź tam do tego swojego, który ci sprzedawał towar! No idź! Na co jeszcze czekasz?! 

Monika zacisnęła pięści i z przymkniętymi oczami odbierała kolejne uderzenia kolczastym bukietem. W pewnym momencie nie wytrzymała. Miała dość niesłusznych oskarżeń, bo przecież nie prowokowała Andrzeja do niczego, a tym bardziej do rzucenia Alicji przed ołtarzem. Najbardziej jednak zabolało ją słowo ''Ćpunka''. I właśnie za ten jeden wyraz wyprostowała palce i z rozmachem uderzyła siostrę w twarz, zostawiając na policzku czerwony ślad. Wybuchając płaczem wybiegła z Kościoła i ile sił w nogach biegła przez miasto do swojej kawalerki, w której zamknęła się na cztery spusty wyłączając telefon.



*

krótko, zwięźle i na temat. znowu opóźnienie, wybaczcie mi  

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

#sei


Może dziś bym był gdzie indziej,
gdybym wtedy, wiesz, pomyślał.


Młoda zaprosiła ją na wieczór panieński. Siedziała między dobrze znanymi jej koleżankami młodszej siostry, z kilkoma nawet ona sama swojego czasu utrzymywała dość dobre kontakty. Wszystko byłoby w jak najlepszym porządku, bo spotkanie towarzyskie dla poprawy jej depresyjnego nastroju jest jak najbardziej wskazane, gdyby nie fakt, że w gronie kobiet znajdowała się jedna, przez którą ciężko było jej się skupić na czymś innym. I nie była to wcale jakaś tam Kaśka, Marzena czy inna Barbara, ale Alicja. Jej rodzona siostra, która była organizatorka całego przedsięwzięcia. Obiecała sobie, że po dwudziestej drugiej opuści imprezę, przepraszając gości i Młodą. Do tego momentu zostało jednak dwie godziny i chcąc nie chcąc musiała patrzeć na uśmiechniętą od ucha do ucha przyszłą panią Wrona. Chwilami wyłączała się i zastanawiała, za jakie grzechy musi znosić ten widok, skoro za zło, jakie wyrządziła swojej rodzinie srogo odpowiedziała. Mimo to trzymała się dobrze, z kilkoma dziewczynami porozmawiała nawet o swojej włoskiej przygodzie w świecie mody. Zbliżała się godzina wyjścia Moniki z domu, który choć narazie stał pusty, miał być wspólnym gniazdkiem przyszłych nowożeńców. Właśnie wtedy, pijana już Alicja zaczęła dzielić się z gośćmi może nie bardzo pikantnymi, ale bardzo szczegółowymi historiami dotyczącymi jej związku. Mówiła między innymi o pierwszym prezencie, jaki dostała od Andrzeja, o pierwszej imprezie na którą z nim poszła i o tym, jak zareagował na jej widok, kiedy ubrała swoją najdroższą czerwoną sukienkę. Monika, będąc już na klatce schodowej odetchnęła z ulgą, mówiąc przy tym: 'Dobrze, że wyszłam'. Wyszła na pole, gdzie poczuła uderzenie wiatru i w gorszym humorze niż parę godzin wcześniej skierowała do otwartej dwadzieścia cztery godziny na dobę restauracji. Ponieważ na wieczorze panieńskim nic nie zjadła, zamówiła sobie zestaw obiadowy i herbatę z cytryną. Tysięczny raz dołowała się swoją głupotą, bezmyślnością i oziębłością. Tysięczny raz przeklinała na samą siebie. Postanowiła, że aż do ślubu nie będzie nikomu w niczym przeszkadzać. Obiecała sobie nawet to, że kiedy Alicja poprosi ją o coś to na pewno jej nie odmówi.




Jesteśmy tu i mierzymy się z tym.
Czuję twój oddech.
Jesteś oddalona o szept.

W dzień wieczoru kawalerskiego Wrony, razem z jego przyszłą małżonką wybrała się
do kwiaciarni, jednak mogła uczynić to dopiero po wizycie u psychologa. Pod budynkiem, gdzie mieściła się przychodnia, czekała na nią Alicja.
- Więc to dlatego ojciec ukrywał fakt, że masz jakiś problem. Wstydziłaś się tego, że korzystasz z pomocy psychologa? Niepotrzebnie. - odrzekła głosem pełnym współczucia Alicja.
- Uwierz mi, że gdyby tylko o psychologa chodziło, mogłabym wygłosić to całemu światu.
- Więc o co chodzi?
- Alka, to nie jest dobry moment na te opowieści.
- To w takim razie kiedy będzie dobry?
Monika wiedziała, że tak naprawdę nigdy nie będzie dobrej okazji na jakiekolwiek historie. Milcząc dłuższą chwilę spojrzała na siostrę i cicho zapytała:
- Macie o mnie już tak wyrobioną opinie, że to, co teraz powiem i tak niczego nie zmieni.
- Monika, powiedz coś wreszcie! Na litość Boską! Jesteśmy rodziną!
- Alka, ja ćpałam. Znaleźli mnie na ulicy nieprzytomną. Byłam w szpitalu. Niedawno wyszłam. Chodzę na terapię i do psychologa.
Ku jej zdziwieniu siostra przytuliła ją do siebie głaszcząc po głowie.
- Dobrze, że chcesz z tego wyjść. Teraz już będzie z górki. Zobaczysz.
Cieszyła się, że Alicja nie wnikała, co było powodem sięgnięcia po narkotyki, bo gdyby przyznała się, że miały być lekarstwem na ból po utracie Andrzeja, coś by zniszczyła, a tym czymś mógł by być nawet związek. Jeszcze raz spojrzała na siostrę i razem z nią udała się do kwiaciarni aby wybrać bukiet na uroczystość, która odbędzie się za siedem dni. Tempo działania Młodej było zaskakujące. Znała ją jednak na tyle, że zamawianie kwiatków wcześniej niż trzeba nie zrobiło na niej żadnego wrażenia. Po szale w kwiaciarni Monika wróciła do swojej kawalerki, którą odstąpił jej będący za granicą wujek. Wzięła się za sprzątanie i gotowanie. Później, siedząc przed telewizorem rozmyślała nad prezentem dla panny i pana młodego. Późnym wieczorem wykorzystała to, że pierwszy raz od kilku dni nie padał deszcz i udała się na spacer. Przemierzała Warszawę i oglądała przy tym wystawy sklepowe. Co najważniejsze, nie była pod wpływem narkotyków tak jak kilka tygodni wcześniej, podczas wieczornej przechadzki. Mimowolnie zatrzymała się przy witrynie sklepu jubilerskiego i uśmiechnęła się sama do siebie. Zdała sobie sprawę z tego, że skoro podniosła się z samego dna i dała sobie pomóc, kiedyś, choć nieprędko, poczuje się w stu procentach szczęśliwa. Zapatrzona w swój uśmiech zderzyła się z mężczyzną, który przy spojrzeniu w górę okazał się być Karolem Kłosem. Choć był na nią wściekły za to, jak potraktowała jego najlepszego kolegę, nie uciekł od niej ani nie zaczął jej wyzywać. Wysilił się nawet na uniesienie kącików ust w górę.
- Gdzie pędzisz? - zapytał.
- Wyszłam się trochę przewietrzyć, a ty?
- Wracam do domu. Byłem coś zjeść na mieście.
- No tak. Zapomniałam. Przecież mieszkamy niedaleko siebie.
- O proszę.
- Karol, ty nie powinieneś być teraz z Andrzejem?
- Owszem, ale odwołał całą imprezę. Powiedział, że przełożymy to na inny dzień. 
- A mógłbyś mnie do niego podrzucić? Muszę wziąć coś dla Alki.
- Jasne.
Po kilkunastu minutach była już pod blokiem, gdzie mieszkał Wrona. Tak naprawdę nie przyjechała po nic dla siostry. Właściwie to wahała się, czy wchodzić do środka czy nie, ale kobieca intuicja podpowiadała jej, że powinna choć spróbować porozmawiać z Andrzejem, bo jego zachowanie nie jest normalne. Drzwi od jego mieszkania były otwarte. Weszła więc, zamykając drzwi i starając się nie przewrócić na pozwijanym dywanie. Wszystkie światła były zgaszone. Czuć było zapach alkoholu. Szła nie zwiększając tempa. W pewnym momencie poczuła, że kopnęła coś szklanego. W świetle latarni zewnętrznych mienił się walający pod meblami kieliszek.
- Andrzej... - szepnęła, zawieszając głos.
- Czego chcesz?!
Spłoszona krzyknięciem skierowała się ku wyjściu.
- Czekaj. Nie wychodź. Nie wychodź, słyszysz?
Złapał ją za rękę i przyciągnął o siebie. Oparła głowę o jego klatkę piersiową, jednak nie odwróciła się w jego stronę. Przymknęła powieki i ścisnęła jego dłoń. Stali tak dłuższą chwilę, kiedy Wrona w końcu wydusił z siebie kilka słów.
- Przed tym ślubem muszę pobyć sam. Nie z chłopakami i nie z Alicją.
- Wszystko w porządku?
- Nic nie jest w porządku, Monika. Muszę przemyśleć parę spraw. W końcu za niecałe siedem dni nie będę już kawalerem.
- No tak. - odparła, a do jej oczu napłynęły łzy. - Pójdę już.
- Nie.
- Ale chciałeś zostać sam.
- Zostań, proszę.
Posłusznie usiadła na sofie. To samo zrobił Andrzej. Kolejny raz milczeli. Dla niego było to po prostu wygodniejsze. Chciał w spokoju  wszystko przeanalizować. Dla Moniki cisza była jednak paraliżująca, ale gdzieś tam w głębi dziękowała Bogu, że właśnie spędza ostatnie godziny, a być może i minuty z mężczyzną życia, bo za jakiś czas będzie to już niemalże niemożliwe. Uroniła kilka łez, a kiedy wycierała policzki spojrzała na swoje uda, na których głowę położył Wrona. Jego oddech był coraz bardziej spokojniejszy. Domyśliła się, że zasnął. Nakryła go leżącym obok kocem, choć miała nieco utrudnione zadanie, bo nie mogła wstać. Patrzyła na śpiącego Andrzeja i mimowolnie zaczęła głaskać jego twarz. W takiej pozycji tkwiła parę godzin. Nad ranem, w jakiś sposób wyswobodziła się i nie budząc Wrony wyszła z mieszkania.




*


zaczyna się coś dziać.
planuję zakończyć to za niecały miesiąc. przed nami jeszcze jakieś 4, 5 rozdziałów.








wtorek, 12 sierpnia 2014

#cinque

Dziś znowu zrobiłam sobie krzywdę.
A najgorsze jest to, że nikt inny nie jest temu winien.



Gapiła się w zaproszenie co najmniej tak, jakby ślub był wydarzeniem, które dzieje się raz na sto lat. Nie wierzyła, że Andrzej znalazł w sobie na tyle odwagi, aby po jeszcze niedawno złamanym przez nią sercu, czego żałowała bardziej niż jakiejkolwiek innej rzeczy, przygotowywać się do zawarcia związku małżeńskiego, w dodatku z jej młodszą siostrą. Z kieszeni wyjęła ostatni woreczek z kokainą i jeszcze po drodze, rozglądając się na boki, wciągnęła całą jego zawartość. Początkowo było dobrze, bo dopiero po kilkunastu minutach czuć ten narkotykowy odlot. Tak również było w tym przypadku. Nadzwyczajnie pobudzona prawie biegnąc przemierzała miasto. Nie zwracając uwagi na nikogo kierowała się przed siebie. W pewnym momencie oparła się o jedną z kamienic na słynnym Krakowskim Przedmieściu, a jej oddech uległ niepokojącemu przyśpieszeniu. Wydawać by się mogło, że to normalne, bo w końcu przemierzyła szybkim tempem dobre cztery kilometry. Monika czuła, jak jej drobne ciało oblał pot a serce kołacze tak, jakby miało przebić się przez jej skórę. Bezsilnie opadła na mokry chodnik i łapała oddech, którego zaczęło jej brakować. Dwóch mężczyzn mniej więcej w jej wieku podbiegło na miejsce zdarzenia. Jeden zajął się wykonaniem telefonu na pogotowie, drugi próbował cucić nieświadomą dziewczynę. Kiedy funkcjonariusze pogotowia ratunkowego dojechali do leżącej Moniki, poprosili ciekawskich przechodniów o odejście i natychmiastowo zabrali ją do szpitala.




Choć mówią o Tobie żeś ze skały...


- Gdzie ja jestem? - powiedziała otwierając oczy i widząc białe ściany z niebieskimi płytkami.
- W szpitalu, jesteś bezpieczna.
- Ale jak to się stało? Nic nie pamiętam.
- Przedawkowałaś. Warto było się truć?
- Film urywa mi się w momencie, gdy upadam na ziemię.
- Może to i lepiej.
- Co mi jest? Ja chce stąd wyjść!
- Obecnie jest to niemożliwe. Z zapaleniem mięśnia sercowego, po ostrej niewydolności oddechowej i utracie świadomości trochę sobie poleżysz.
- Tato, dlaczego nie pozwoliłeś mi umrzeć? Dlaczego?
Ojciec Moniki był ordynatorem oddziału intensywnej terapii. Chcąc nie chcąc trafiła właśnie na niego i przez jakiś czas była skazana na bycie jego pacjentką. Na wręcz błagalne słowa nie odpowiedział nic.W jego spojrzeniu widziała coś w rodzaju bólu. Przez chwilę wydawało jej się, że działają jakieś więzy krwi, bo być może pomimo skrywanego żalu chciałby przejąć choć odrobinę cierpienia, a nawet jeżeli nie, to i tak je czuł. Ostatecznie zawiesił kartę pacjenta na jej łóżku i powolnym krokiem udał się do swojego gabinetu przymykając drzwi. Monika zrozumiała, że upadła już tak nisko, że sama sobie z tym nie poradzi. Tak nisko, że niżej się już nie dało. Była słaba. Ledwo mogła wstać z łóżka. Ba, ciężko było jej nawet na nim usiąść. Wstydziła się prosić o pomoc. Skoro postrzegano ją jako silną i niezależną od nikogo, bała się pokazywania swoich słabości; Miała okazje porozmawiać z ojcem i przeprosić go za wszystko, co zrobiła. Zapewne poczuła by się o wiele lepiej, bo zyskałaby w końcu kogoś, na kim choć w maleńkim stopniu może polegać, a jak powszechnie wiadomo człowiek jest istotą stadną i na dłuższą metę samotność po prostu go wykończy. Monika czuła, że właśnie tak się stało i o tym, że każdy potrzebuje kogoś przy swoim boku, niezależnie od tego, czy darzy go miłością rodzicielska, przyjacielską czy po prostu miłością do drugiej połówki, przekonała się na własnej skórze. Szkoda tylko, że w sposób prawie najbardziej drastyczny. Gdyby nie szybka interwencja niejakich dwóch mężczyzn mogłaby skończyć z życiem raz na zawsze. Szczęście w nieszczęściu, że o śmierć tylko i aż się otarła. Dręczona przemyśleniami wyciągnęła rękę do przycisku powiadamiającego personel o tym, że jest potrzebny na jej sali i nacisnęła go. Po chwili stała obok niej pielęgniarka, pytając, co chciała.
- Z doktorem Bartoszewskim... Mogę?
Ojciec niechętnie wrócił na salę, ale odważył się na to, aby usiąść na łóżku ewidentnie potrzebującej pomocy córki.
- Nie dam rady wyjść z tego sama. Chcę się leczyć. Powiedz mi tylko gdzie mam pójść. Oczywiście jeżeli nie chcesz, nie musisz mi pomagać, ale ja już naprawdę nie mam do kogo zwrócić się z pomocą.
Wypowiedziała te słowa jednym cięgiem. Choć wydawały się zwykłe, były dla niej niezwykle ważne, bo przez gardło przeszły jej z trudem.
- W poniedziałki, środy i piątki prowadzone są tutaj zajęcia dla uzależnionych od narkotyków. Jest dość liczna grupa ludzi w różnym wieku. Trzeba zjechać tylko dwa piętra w dół. Na pierwsze zajęcia, według zaleceń powinnaś udać się dopiero za półtora tygodnia. Masz chore serce.  Mogę poprosić psychologa. Będzie do ciebie przychodził tak często, jak będziesz chciała.
- A ty? Przyjdziesz do mnie czasem pogadać? Chociaż na chwilę?
- Jeżeli ci na tym zależy, to przyjdę.
- Dziękuję. Ach, zapomniałabym... Proszę cię o dyskrecję. Zależy mi na tym, żeby o tym co narobiłam wiedziało jak najmniej osób.
- Nie powiedziałem ani mamie, ani Młodej. Ale i tak oprócz mnie wie ktoś jeszcze. Z resztą ... Co ci będę mówił... Sama mu podziękujesz, jak stąd wyjdziesz.
- Proszę, tylko mi nie mów, że naćpaną znalazł mnie Andrzej.
- Obiecał, że się nie wygada. Uciekam, obowiązki wzywają.
 Ponownie odprowadziła ojca spojrzeniem i nieco spokojniej niż wcześniej położyła głowę na szpitalnej poduszce. Chwilami czuła ukłucia w klatce piersiowej a oddech nadal był ciężki i z każdym powtórzeniem męczył ją jak dziesięciokilometrowy maraton. Po wizycie pielęgniarki, która wymieniła jej kroplówkę, z nieco spokojniejszym oddechem zasnęła.






I choćbyś uciekał  - to ją gonisz

 choć byś się skrywał - szukasz jej



Po wyjściu ze szpitala zobowiązała się dochodzić samodzielnie na zajęcia dla uzależnionych od narkotyków. Jak się okazało, dzieliła swój problem między innymi z właścicielką galerii handlowej, żoną zawodowego żołnierza, kierownikiem hurtowni a także znanym i cenionym prawnikiem. Na ludzkie słabości nie ma przecież lekarstwa. Bezsilność może dopaść każdego, niezależnie od tego czy jest biedny, bogaty, stary, młody, ładny czy mniej urodziwy. Pomimo początkowego wstydu, Monika zaklimatyzowała się w swojej grupie i po kilku zajęciach była w stanie opisywać to, czego doświadczyła bez najmniejszego skrępowania.  Choć pogoda, a padało bezustannie przez tydzień, sprzyjała tylko i wyłącznie złemu samopoczuciu, czuła się coraz lepiej. Więcej się uśmiechała, odważyła się nawet parę razy poprosić ojca o kilkunastominutową rozmowę. Temat Andrzeja omijała jednak szerokim łukiem, bo wielkimi krokami zbliżało się wesele. Właściwie to do wydarzenia, które całkowicie pozbawi ją nadziei na przyszłość z Wroną zostało zaledwie dwa tygodnie. Starała się o tym nie myśleć, ale nie potrafiła. Ciągle rozpamiętywała jedną z wizyt z ojca i jego słowa dotyczące podziękowań dla Andrzeja za uratowanie nie tylko zdrowia, ale i życia. Bała się rozmowy, jaka ewidentnie ją czekała. Bała się tego, że zostanie wyrzucona z  mieszkania i obrzucona wyzwiskami. Przecież mógł nazwać ją ćpunką, a nawet kimś gorszym. Sama wystarczająco się poniżyła i nie chciała, aby ktoś jeszcze dobitniej jej to uświadomił. Miała jednak wobec Wrony dług, który pomimo wszystko musiała spłacić choć w jednej milionowej części słowem ''dziękuję''. Poprosiła tatę o to, aby zatrzymał młodszą siostrę w domu, co jak się okazało nie było konieczne, bo razem z mamą wybrała się na targi ślubne i udała się do mieszkania Andrzeja.  Po drodze złamała parasol, a jej sweter nie posiadał kaptura. Ze złością rzuciła zepsutym przedmiotem w stronę przydrożnego kosza na śmieci i mokra z każdą kolejną sekundą coraz bardziej kontynuowała swoją wędrówkę po warszawskich ulicach. W końcu doszła do celu. Energicznie zapukała do drzwi i stojąc przy nich dobrą minutę traciła nadzieję, że zastanie kogoś w środku. Skierowała się ku schodom, kiedy w progu stanął Andrzej i nieco zdziwiony, z lekkim uśmiechem na ustach otworzył drzwi na oścież machając ręką w geście zaproszenia do środka. Jej kąciki ust również uniosły się w górę. Odgarnęła z twarzy mokre włosy i stanęła w miejscu, aby nie wchodzić dalej i nie zmoczyć paneli podłogowych cieknącą z jej okrycia wodą.
- Usiądź. - wskazał na salonową sofę. - Zrobię ci herbaty.
- Właściwie to przyszłam tylko na chwilę. Nie chcę stwarzać problemu.
- Nie stwarzasz. Malinowa czy zwykła?
- Zwykła.
- Bez cukru?
- Zgadza się. - odrzekła patrząc w bok z niedowierzaniem, że po tym wszystkim pamięta nawet to, jaką pije herbatę.  Po kilku minutach wrócił do pomieszczenia i usiadł obok niej. Czuła się niemalże sparaliżowana, bo każda bliskość z Andrzejem przywracała w niej masę wspomnień. Wzięła głęboki oddech i zaczęła mówić.
- Dziękuję ci. Uratowałeś mi życie, bo inaczej tego nie nazwę. Naprawdę nie wiem, jak się tam znalazłeś, ale właśnie dzięki tobie i osobie, która była tam wtedy z tobą, mogę ci o tym wszystkim powiedzieć. Było ze mną źle. Miałam chore serce. Do tej pory biorę leki, ale po dwóch tygodniach leżenia w szpitalu wreszcie mogłam z niego wyjść.
- Nie no, co ty. Każdy zrobiłby to samo.
- Dobrze wiesz, że przecież mogłeś mnie zostawić.
- Ale tego nie zrobiłem i cieszę się, że jesteś teraz tu, a nie gdzieś tam...
- Na cmentarzu. - przerwała mu.
- Właśnie. Co dalej? Zapisałaś się na terapię?
- Tak. Zaczęłam chodzić na zajęcia jeszcze będąc na oddziale.
-  Gdzie mieszkasz, gdzie pracujesz?
- Mieszkam w hotelu. Postaram się poszukać czegoś innego. Co z pracą to nie wiem. Chciałabym wrócić do starej agencji, ale pewnie mają już kogoś na moje miejsce.
- Przyjdziesz za dwa tygodnie? Chociaż do Kościoła?
Pytanie Andrzeja wbiło ją w fotel. Z resztą jej reakcja na wszystko co związane ze ślubem Wrony i Młodej była identyczna.
- A chcesz, żebym przyszła?
- Tu chodzi o twoją siostrę. Zależy jej na tym. Mnie również będzie bardzo miło.
- Postaram się. - odpowiedziała, wstając i upijając ostatni łyk herbaty, a pusty kubek odstawiając na stół.
- Idziesz już?
- Tak, mam jeszcze parę spraw do załatwienia. Przede wszystkim jestem umówiona z kardiologiem.
- Skoro tak, nie zatrzymuję.
Pomachała na pożegnanie i w takim samym poczuciu paraliżu ciała jak wcześniej, zeszła w dół. Tak naprawdę wcale nie miała wizyty u lekarza. Była  tam wczoraj, a wszystko, co miała załatwić, to nic innego jak zakupy w hipermarkecie. Żadnych ważnych spraw nie było, ale tylko to udało jej się wymyślić na poczekaniu. Z jednej strony chciała spędzić z Andrzejem więcej czasu, nawet całą wieczność, a z drugiej strony wiedziała, że nie może, bo nie jest jej i zapewne już nigdy nie będzie.


*


cześć i czołem.
żyję i oddaję wam ten o to rozdział. coś na przełamanie.
jak widać coś zaczyna się dziać - Moniczka zaczyna się ogarniać.
przepraszam za nieobecność i za ten zawias. chwilowy brak weny, brak czasu, brak chęci, za to nadmiar problemów i nadmiar wrażeń.
na szczęście - wróciłam. ;)

poniedziałek, 21 lipca 2014

#quattro


i krzyczę znów
 za dużo słów 
za dużo słów na marne

Rano, po jednej z imprez w klubie, gdzie była stałym bywalcem, rozdzwonił się telefon. Początkowo nie chciała go odebrać, ale kiedy ktoś trzeci raz próbował się z nią skontaktować, niechętnie wstała z łóżka i odebrała. Po chwili przebrała się i żeby poczuć się choć trochę lepiej sięgnęła po kokainę. Musiała się czymś ratować. Włoska agencja, w której pracowała poinformowała ją o tym, że na poprzedni adres jej zameldowania, czyli do mieszkania Andrzeja, wysłano korespondencję, którą trzeba podpisać i odesłać z powrotem. Zanim dotarła na miejsce, kokaina zaczęła już działać. Monika czuła się pobudzona, może nawet trochę podminowana, co w oczach osób patrzących na jej poczynania w tramwaju i  na chodniku czyniło ją agresywną. Szybkim krokiem udała się na właściwe piętro i zapukała. Andrzej prawdopodobnie zobaczył ją przez wizjer, dlatego drzwi otworzył odwrócony plecami i z opuszczoną głową.
- Przyszłam tylko po swoją korespondencję.
- Po co przyjechałaś? Masz urlop?
- Tak. - odrzekła zgodnie z prawdą, bo właśnie tak tłumaczyła sobie swoją nieobecność we Włoszech, choć oficjalnie, dostała wolne tylko na cztery dni, a nie dwa tygodnie, które minęły.
- Nie szukasz tam mieszkania? Przecież nie będziesz mieszkać z Bartoszem. Podobno to ty go rzuciłaś.
- Poradę sobie. I tak, masz dobre informacje.
Gdyby nie narkotyki, zapewne nie byłaby w stanie z nim rozmawiać i odpowiadać mu na jakiekolwiek pytania.
- Cóż. Nie dziwi mnie to.
- Andrzej, gówno cię to wszystko obchodzi. - odburknęła.
-  Masz racje, dokładnie gówno. Ale mam do ciebie prośbę. Jedź do Włoch tak samo szybko, jak pojawiłaś się w Polsce. Zniknij stąd.
- Pierdol się. - krzyknęła i bez najmniejszego zawahania uderzyła Wronę z całej siły w twarz.
- Oszalałaś?! Gdybyś mnie kochała, nie zrobiłabyś tego. Bartek najwyraźniej nie miał racji, mówiąc, że nadal jesteś zakochana. Szkoda tylko, że dla mnie jesteś zerem. Dla mnie już nie istniejesz.
Kiedy chciała uderzyć go drugi raz, złapał ją za nadgarstek i choć wcale nie użył siły, spowodował, że jej wychudzona i bezsilna ręka nie mogła wyswobodzić się z uścisku. Z przymkniętymi oczami szarpała się z Andrzejem, który zamiast puścić ją i pozwolić wyjść patrzył na jej zachowanie z politowaniem. W końcu uspokoiła się i nieco łagodniejszym tonem powiedziała:
- Daj mi, to. Proszę.
- Trzymaj. - podał jej niewielkich rozmiarów kopertę, którą natychmiast otworzyła, choć nie powinna robić tego akurat w tym miejscu. Po przeczytaniu wszystkiego wpadła w szał. Odurzona kokainą zaczęła biegać po mieszkaniu Andrzeja i krzycząc na całe gardło wprawiła go w osłupienie. Przewróciła stół, krzesła, rozlała wodę na panele.  Zmęczona lataniną usiadła przy oknie, kładąc na parapecie głowę. Agencja, w której pracowała podziękowała jej za współpracę i rozwiązała z nią umowę informując tylko o tym, że zaległe wynagrodzenia za sesje i pokazy już znajdują się na jej koncie. Rzekomym powodem zerwania umowy było zaniedbywanie obowiązków i niewywiązywanie się z zawieranych umów. Kiedy jej złość ustała podniosła głowę, a nad rozdartymi kawałkami listu klęczał Andrzej. Próbował ułożyć je w całość, najprawdopodobniej po to, aby poznać powód jej furii. Kiedy to zrobił, Monika rzuciła się na niego z pięściami.
- Po co to zrobiłeś?! Dlaczego chciałeś wiedzieć?! Wyrzuć to, rozumiesz? Wyrzuć.
Wronie nie przeszkadzały zrywy jego byłej dziewczyny, bo jako postawny, silny i wysoki mężczyzna z powodzeniem odpierał ataki. W końcu złapał ją za ramiona silniej niż wcześniej, co sparaliżowało jej ciało i popatrzył w jej źrenice.
- Ty ćpałaś. Kurwa, ty jesteś naćpana!
- Sam jesteś naćpany, zostaw mnie!
- Co brałaś?
- Nic nie brałam, o co ci chodzi? Przyszłam tylko po list.
- Straciłaś kontrakt.
- Już mówiłam, że nic ci do tego. Wrócę do starej agencji.
- Zapytam jeszcze raz - co brałaś?!
Echo jego słów rozniosło się po całym osiedlu. Monika nie chciała się przyznać, więc dalej brnęła w zaparte.
- Powtórzę się jeszcze raz. Nie brałam nic. Nie ćpam i ćpać nie będę. Puść mnie, chce wyjść.
- Na pewno?
Nie odpowiedziała mu na to pytanie. Po prostu odwróciła się i wyszła. W swojej złości nie zwracała uwagi nawet na jadące samochody i zdenerwowanych kierowców, kiedy wchodziła im pod koła, a dźwięk przekleństw roznosił się po całej ulicy. Następnego ranka żałowała kłótni z Andrzejem. Wściekła się też na Kurka bo gdyby nie on i jego rzekome oczekiwanie na nią, nie przyjeżdżałaby do Polski i nie byłoby jej tak ciężko stąd wyjechać. Dodatkowo wygadał się Wronie. Brała jednak pod uwagę to, że przecież ostatecznie decyzja należała do niej i nie może obwiniać Bartosza w stu procentach za wszystko, co się wydarzyło. Zadzwoniła do swojego włoskiego menadżera zapytać, czy nie mogłaby wrócić i czy nie dałoby rady wszystkiego odkręcić. W odpowiedzi usłyszała, że na wszystko jest już za późno, a on sam musi podziękować za współpracę. Świat kolejny raz runął jej na głowę. Jej psychika, której już właściwie nie było, z każdym dniem upadała w dół, ciągnąc wszystko - począwszy od Andrzeja, skończywszy na karierze we Włoszech. Jej jedyną nadzieją był powrót do starej agencji, w której stawiała swoje kroki  i w której tak bardzo chcieli ją zatrzymać. Wstydziła się jednak prosić o ponowne przyjęcie. Z rodzinnego domu wyniosła takie wartości jak honor, chociaż w tym przypadku nie miała przecież wyjścia. Musiała wrócić na stare śmieci, aby nie upaść jeszcze gorzej. W narkotykowym amoku, który z każdą chwilą ustawał poszła do klubu aby odebrać od właściciela towar. Czekał na nią w swoim samochodzie. Znała go doskonale.Jej koleżanki z agencji, do której chciała teraz wrócić, kupowały u niego towar jeszcze jakieś pół roku przed jej wyjazdem do Włoch.
- Nie wierze, Monika, że i ty wciągnęłaś się w to bagno.
- W nic się nie wciągnęłam. Po prostu potrzebuję trochę na teraz, na kilka dni. Muszę poradzić sobie z pewnymi sprawami, a bez tego nie dam rady.
- Wy wszystkie jesteście piękne, mądre co zdarza się w tej branży rzadko, ale cholernie zagubione.
- Po co mi to mówisz, skoro sprzedajesz?
- Sprzedawałem półtora roku, od dziś jestem wolny. Rzucam to. Przepraszam.
- Ale jak to rzucasz? Od kogo teraz będę kupować? Parę dni temu, jakiś gość też mi odmówił.
- Mój syn musiał przejść operację za granicą. Pożyczyłem na to pieniądze od znajomego, który okazał się być dilerem. Zażądał szybszej spłaty gotówki. Nie miałem za co mu oddać. Nie mogłem sprzedać klubu ponieważ dzielę go na spółkę z bratem, a ten pożyczył mi tylko niewielką część pieniędzy na leczenie syna. Znajomy zaproponował, że jeżeli rozprowadzę narkotyki za cenę, która pokryje mój dług, będziemy kwita. Widziałem się z nim przed przyjazdem tutaj. Obydwoje uznaliśmy, że znajomość zakańczamy raz na zawsze. Dla naszego bezpieczeństwa. Syn jest już zdrowy, a żona nie chce już ode mnie odejść. To było piekło. Półtora roku życia w strachu. Mam tylko wyrzuty sumienia, bo wszystkie twoje koleżanki, które się u mnie zaopatrywały trafiły na terapię. Niektóre są już wolne, kilka jeszcze chodzi na zajęcia. Z drugiej strony to nie do końca moja wina. Ja przecież ich w to nie wciągnąłem. Same przychodziły i kupowały. Gdybym sprzedawał im tyle, ile naprawdę chciały, odwiedzałabyś je na cmentarzu. Dlatego właśnie tyle czasu zajęła mi spłata długu.  Nie marnuj się dla kokainy. Dobra z ciebie dziewczyna.


Jestem tym, czym jestem.

Robię to, co chcę, ale nie mogę tego ukryć. 
 
Monika wyszła z samochodu wstrząśnięta historią właściciela klubu. Usiadła nad Wisłą i otworzyła woreczek z białym proszkiem. Porozglądała się dookoła. Nie wiedziała, do kogo może się zwrócić z pomocą. Zamiast wziąć się w garść, siedziała bezczynnie aż do zmierzchu. Wyglądała źle. Podpuchnięte oczy, rozmazany tusz, rozczochrane włosy i pomięte ubrania. Nie miała ochoty na to, aby wyglądać tak, jak zawsze. Nie czuła się tą pięknością z gazet i setek sesji zdjęciowych. Nie czuła się tą długonogą brunetką z wybiegów w Mediolanie. Patrzyła na siebie w wystawach sklepowych stojąc nieruchomo z opuszczonymi wzdłuż tułowia rękami. Czas od czasu kręciła jedynie głową. Nie miała przy sobie dokumentów. Jedynie klucze od hotelu, telefon i kilka drobnych. Wstąpiła do sklepu po drodze i kupiła dwie drożdżówki oraz wodę mineralną i podążyła w stronę starego miasta. Ze smakiem zajadała się dopiero co zakupionym pieczywem. Pech chciał, że zagapiła się i potrąciła wymijającą ją osobę.
- Przepraszam, ja to pozbieram.
- Monika? To ty? 

Ten dzień mogła zdecydowanie zaliczyć do listy nieudanych, która z każdym tygodniem powiększała się o siedem. Osobą, której z reklamówki wysypały się jabłka, a z ręki wypadła torba, był nie kto inny jak jej siostra, pieszczotliwie zwana Młodą.
- Trzymaj, twoje zakupy. Zagapiłam się i potrąciłam cię przez nieuwagę.
- W porządku, zdarza się.
- No to ... Cześć.
- Poczekaj, poczekaj. Jak już spotykamy się przy takiej okazji, to może chociaż chwilę pogadamy? Jak ci tam w tej agencji?
- A no właśnie mnie zwolnili. Fajnie, nie? Teraz możesz się cieszyć, że jednak mi się nie udało.
- Przeszła mi ochota na modeling. Skończę studia i może znowu zacznę się w to bawić. I nie, wcale nie cieszę się z twojego nieszczęścia.
- No to życzę powodzenia. Tylko jedna mała uwaga - jest różnica pomiędzy zabawą, a robieniem czegoś na poważnie. 

- Dobra, nie będę ściemniać. Andrzej mi wszystko powiedział. Wiem, co się stało.
- No proszę, to w takim razie po co zapytałaś?
- Bo chciałam usłyszeć to od ciebie. Chciałam zobaczyć, czy mi powiesz, co się stało.
- Nie mam nic do ukrycia. Obojętne mi, czy ktoś wie coś o mnie, czy nie. Ale zaraz, zaraz. Wszystko, czyli co?
- No to, że przyszłaś po list i powiedziałaś mu,że wylali cię z agencji. Mogę ci jakoś pomóc?  

Monika czuła na sobie wzrok Młodej. Spojrzenie pełne współczucia i chęci poznania całej prawdy. Przyjęłaby pewnie pomoc i byłoby jej na pewno lepiej pod każdym względem, zarówno psychicznym jak i fizycznym. Coś jednak stało jej na drodze w przekonaniu się do siostry. Był to właściwie ktoś, kogo Monika chciała mieć przy sobie, ale było to niemożliwością. Chodziło oczywiście o Andrzeja, któremu była wdzięczna za to, że nie powiedział Młodej całej prawdy.
- Obecnie nocuję w hotelu, ulokuję się gdzieś, ale dziękuję.
- Gdybyś chciała pogadać, to zawsze możesz dzwonić, przyjść, cokolwiek...
- W porządku.
- odrzekła obojętnie.
- W sumie to nie wiem, czy to dobry moment, ale chciałabym ci coś dać. Noszę je w torebce, bo dzisiaj dopiero odebrałam.
Młoda wyciągnęła z torebki biało różową kopertę zaadresowaną do Moniki.
- Do dwóch tygodni przed chciałabym znać odpowiedź. Liczę na twoją obecność. 
Monika i jej siostra rozeszły się bez słowa. Właściwie to Monika odeszła, bo trzymając w ręce zaproszenie na ślub Alicji Bartoszewskiej i Andrzeja Wrony, który odbędzie się za pięć tygodni zaniemówiła. Nie mieściło jej się w głowie, że Młoda z takim spokojem wręczy jej kopertę, przez którą jej świat runie już doszczętnie. Dopiero po chwili namysłu, Monika uświadomiła sobie, że jej obojętność wobec Andrzeja i jego uczuć, kiedy wyjeżdżała do Włoch, poraziła go bardziej niż jej się wydawało. Z resztą nie tylko jego, bo Alicja dalej myśli, że Wrona to dla niej temat zakończony.